czwartek, 23 czerwca 2011

P.O.R - Polski Orgy Room w Second Life

Polski Orgy Room w SL
Gdy tylko zobaczyłam na swojej skrzynce mailowej autopromocyjny (rzecz jasna, jak zawsze w przypadku Pana Prezesa) cynk o otwarciu Polskiego Orgy Roomu w Second Life, w te pędy pobiegłam do sklepu po Internet. Co priorytety, to priorytety. Nie szło bynajmniej o ekscytację samym przybytkiem, bo trudno oczekiwać, że nagłe olśnienie uświadomiło mi, jak to nieziemsko pikselowy seks jest lepszy. Idzie raczej o ideę. Trochę sentymentalnie, trochę ze “znaków czasu”. Bo jest coś w tym delikatnym licytowaniu się na forum secondlife.pl o to, kto pierwszy i jak dawno temu o narodowym naszym, swoiskim Orgy Roomie marzył. 

Dlaczego w takim razie realizacja zajęła tyle czasu (aż w latach przecież mierzonego)? W przypadku Pana Prezesa sparwa może być prosta - jako, jak sam się określił, spiritus movens najwyraźniej potrzebował nie kogo innego, ale rzeczowej i konkretnej Agnieszki Allstar właśnie, która ideę w ciało sprawnie przyoblekła. Pewna być nie mogę, ale zgaduję, że Aga uwinęła się z zadaniem zanim jeszcze Jacek na poważnie rozpędził się z rozważaniami egzystencjalnymi nad konsekwecjami wprowadzenia planu w życie. Przyznać trzeba, że duet to pierwszorzędny. Tylko dlaczego pierwszy?
Wielu było i jest przecież w SL Polaków, którzy z założonymi rękami nie siedzą. Nikt się jednak na Orgy Room nie porwał (z tego, co wiem przynajmniej). Czyżby zapotrzebowania nie było? Banalnie zapytam - a może raczej Polacy wolą miłosne igraszki w zaciszu i intymnie albo chociaż anonimowo trochę bardziej? Stawiam oczywiście, że tak. Choć przyznaję, uroczo byłoby zobaczyć na forum w wątku na przykład o zmianie stawek w Podexie dopisek w stylu “btw. widziałam ostatnio w PORze, jak Krzysiek posuwał cie w tylek, nieźle, nieźle!”

Pojęcia nie mam, czy obyczaje w polskim SL się rozluźniły czy konsekwentnie pruderyjnie się trzymamy. Gdyby oceniać po uroczystości otwarcia, raczej to drugie. Gustownie i powściągliwie było (choć przyznaję, że afterparty mnie ominęło). Oba koncerty pierwszorzędne, choć zdecydowanie z erotycznym rozbuchaniem wiele wspólnego nie miały. JoAnn Diavolo słyszałam pierwszy raz i polubiłam bardzo, ale jakoś wolałabym ją w tle romantycznych westchnień niż dzikiej orgii. Jedynie opowiadania Adamusa zasugerowały, że nie zaliczyliśmy wczoraj otwarcia klasowej restauracji. Choć i tu chciałoby mi się oprawy dodatkowej (zdaje się, że nie ja jedna wzrokowcem jestem). Tak więc sobie myślę po cichu, czy przypadkiem nas tandem Shuftan&Allstar nie podpuścili tylko z tymi kulkami i oficjalnie domagam się czynów. (Tylko żadnych wykrętów w stylu szewca bez butów proszę!).

Doczekać się nie mogę chwili, w której mój IM odbije się od busy mode Prezesa o treści “służbowo w POR, proszę nie przeszkadzać”. Tylko co wtedy? Przelać mu te 20k czy taktownie odczekać?



Zdjęcia w poście by Agnieszka Allstar i Ayumi Cassini

4 komentarze:

Queeness pisze...

Jakaż to niespodzianka! Uzi boa żyje!!

I jak to napisał Merlin Janick: pierwszy post od tak dawna i o burdelu.

:D

Uzi Boa pisze...

Odżyła właśnie ;)
Burdel pusty stoi, ale nic to, zapełnie!

tak czy owak, pretekst do powrotu doskonały.

Anonimowy pisze...

żeby zapełnić burdel ?

Uzi Boa pisze...

Na to wyszło, tylko kiepsko, że za darmo :(

Obserwatorzy