poniedziałek, 1 lutego 2010

Statystyki Second Life cz.2.

  • KONTA REZYDENTÓW SECOND LIFE 
(w tysiącach)

Metoda przedstawiania ilości użytkowników platformy się zmieniała i wykręcała w miarę rosnących wokół niej kontrowersji.
W chwili podlaczenia - w czerwcu 2003 roku - SL mialo 527 Rezydentow i 618 zarejestrowanych kont. Rozdźwięk między tymi dwoma pozycjami systematycznie rósł przez następne lata, doprowadzając do chwili, w której możemy chwalić się 18 milionami awatarzych bytów. Niestety nijak ma się to do liczby faktycznie angażujących się w Second Life użytkowników, z czego świadomi zaciemnienia potencjalni poważni inwestorzy uczynili niemały zarzut. Jakoś trzeba było się Lindenom uwiarygodnić.

Przez jakiś czas publikowano więc nieco mniej radosne, a bardziej rzetelne, dane dotyczące unikalnych kont, czyli sumy realnych obywateli świata fizycznego odartych z narastającego osadu kont alternatywnych. Nie mam pojęcia na ile były one miarodajne, skoro na palcach jednej ręki zmieściłyby się nazwiska tych z moich znajomych, którzy przywiązywali jakąkolwiek wagę do danych osobowych podawanych przy rejestracji. Tak czy inaczej, praktyki tej zaniechano wraz z czwartym kwartałem 2008 roku, kiedy cyferki stały się dla Lindenów zdecydowanie niekorzystne.
Obecnie obrano zupełnie inną taktykę. Linden Lab pokornie uderzyło się w pierś, przyznając, że miliony wprowadzają więcej zamieszania niż cała zabawa warta i skupiło się na “powracających użytkownikach”. Znaczy to, że żeby zasilić słupki kwartalnego wykresu, trzeba zalogować się minimum dwa razy w miesiącu. Czy owi "returning users" to naprawdę “users”, czy może jednak “users’ avatars”, tego nie wiem, ale zdaje mi się, że to nie do zweryfikowania (niemniej wykresy Kzero sugerują, jakoby już od połowy 2007 roku tendencja do rejestrowania altów zanikała).

Podsumowując, zgodnie z ostatnimi wykresami (które niekoniecznie podają te same sumy, co statystyki z poprzednich kwartałów) wynika, że z 18 milionów wszystkich awatarów około miliona pojawia się co miesiąc online, a średnio 750 tysięcy wraca drugi raz, choć spędza in-world coraz mniej czasu.

  • ILOŚĆ GODZIN SPĘDZONYCH PRZEZ REZYDENTÓW W SECOND LIFE 
(w milionach)

Pod względem oddania dla sprawy Rezydenci SL wrócili do stanu sprzed dwunastu miesięcy.
Po oszałamiającym skoku na początku 2007 roku ilość godzin spędzanych in-world przyrastała pod pięknym, niemal 45-stopniowym kątem. Od kilku miesięcy pod prawie identycznym opada. Linden Lab obarcza odpowiedzialnością swoją własną ustawę anty-botową, wskazując, że największe straty ponieśliśmy wśród awatarów logujących się na więcej niż 300 godzin miesięcznie. Z tego, co narysowali, tak faktycznie wynika, ale wynika także, co pominięto, że spadku nie zaliczyły tylko i wyłącznie konta użytkowników najskromniejszych, czyli tych spędzających w SL mniej niż półtorej godziny dziennie.

Rzecz jedna jeszcze jest z lekka zastanawiająca. Jeśli uwierzyć Lindenom, że to redukcja botów zaniża statystyki i dodać rzucone przez T Lindena w dyskusji na temat wyznanie o 80% botów nadal hasających na wolności, czy nie warto by było podać jednak choć zarys danych bezbotowych?
Szalenie to zamglone dla mnie, a wolałabym wiedzieć. Toż mimo żem kiepska w logice dwuwartościowej, spróbuję zebrać dane i policzyć.
LL mówi, że:
  • polityka anty-botowa w pełni odpowiada za spadek ilości godzin spędzanych online
  • spadek zaliczyły tylko konta przebywające online więcej niż 12 godzin dziennie
  • konta takie charakterystyczne są dla botów
  • ilość kont spędzających online więcej niż 12 godzin dziennie spadła o 20%
=> wynika z tego T Lindenowi, że 20% botów zostało wyeliminowanych.

Skoro więc LL podobno odlicza botowe roboczogodziny od kwartalnych statystyk, a ubytek 13 milionów godzin stanowi 20% tego, do czego zmierza eliminując z wykresów boty, to łatwo obliczyć, że tak naprawdę to nie powinno było się w tym miesiącu pojawić na wykresie 113 tylko 61 milionów godzin, czyli dokładnie tyle, ile osiągało Second Life w połowie 2007 roku. Znaczyłoby to, że świętowane przed dwoma kwartałami rekordowe 126 milionów godzin, to podwajająca fakty bujda i blaga.

  • WYMIANA WALUTY PRZEZ LINDEX 
(w milionach USD)

Ekonomia Second Life to może i temat rzeka. Statystyki Linden Lab na temat ten się wypowiadające, to za to na bank prawdziwy bezmiar oceanu. Pełen zagadek i tajemniczych wirów.

Jak zawsze pomijam zaokrąglenia. Choć bawiące są niektóre. Na przykład trzeci kwartał 2006 roku, który po 2009 roku zaokrąglił się nagle aż o 10%, czyli pół miliona USD. Całkiem niemało jak na ówczesne standardy.

Ciekawsze jest raczej to, że stabilna i nieefektowna prosta wymiany USD wprzez Lindex najwyraźniej Lindenów nie satysfakcjonuje. Postanowili za wszelką cenę poszukać czegoś bardziej wizualnie imponującego.
Nie nadawały się do tego malejące notowania wymiany L$, więc po trzecim kwartale 2008 wypadły na stałe, by nie psuć więcej wrażeń estetycznych oglądających sprawozdania. Świat jednak nie znosi pustki, więc sprawnie wolne miejsce zajęły najdziwniejsze słupki w historii Second Life - zapis przepływu wirtualnej gotówki in-world.


  • WYMIANA L$ MIĘDZY REZYDENTAMI 
(w milionach USD)

Tak zwane User-To-User Transactions to bez wątpienia jedyny obrazek z kwartalnych raportów, który zalicza tak zdecydowany wzrost, że wywołać jest w stanie pełne zachwytu jęknięcie. Niemniej, Linden Lab wytoczył to działko stosunkowo niedawno. A dokładniej, dopiero, gdy inne zaczęły zawodzić.
Powód ukrywania tej tajnej broni jest dosyć banalny - zwyczajnie nic ona nie warta.

Żeby przestać się ekscytować tym porażającym sukcesem ekonomii pikselowej, wystarczy pamiętać, że bijące w niebo słupki nie wskazują ilości wydanych/ zarobionych przez Rezydentów pieniędzy, przedstawiają jedynie ilość przekazywanych z ręki do ręki L$.
Znaczy to, że jeśli dajmy na to Linka napisze "Uzi, pożycz na chwilę 10k, bo coś Lindex (/Podex / cokolwiek tam innego) nie działa, a chcę kupić sobie awatarze buciki", ale później dojdzie do wniosku, że jednak buty niefajne, nic nie kupi i odda mi dług, a ja dodatkowo z jakiegoś tam powodu przerzucę sumę na swojego alta, to statystyki LL podskoczą na koniec kwartału o 30 tysięcy lindendolarów, choć tak na prawdę w Second Life nie został wydany ani jeden.
Bzdura a nie wskaźnik.

Uroku całości dodaje przeliczanie tych wewnątrz-SL-owych transakcji na dolary amerykańskie. Po kiego czorta, jeśli nie tylko po to, żeby zmieniać nam wykresy w zależności od kursu lindena?
O ile bowiem przelicznik dla Lindexa jest niezmienny w wykresach, dla User-To-User Transactions zmienia się i skacze przedziwnie. Kurs lindena, o ile teraz stały, kiedyś przecież zmieniał się żywiej i drastyczniej. Jeden dolar dziś to zupełnie nie to samo, co w 2006 roku (w pierwszych miesiącach istnienia kantora Lindenów cena 1 USD wahała się od 260 do 320 L$), niemniej nie bierze się już tego pod uwagę w rozliczeniach kwartalnych, przeliczając wszystko, jak leci, według dowolnie obranego średniego kursu. Wystarczy zerknąć na dane bieżące i sprzed roku, by zauważyć zmiany.

Wszystko na usługach celu nadrzędnego - rosnących słupków. Wszystko po to, żeby móc ogłosić drugie życie Drugiego Życia.
Jak na mój gust, nie ma takiego. Choć nie ma też już raczej i żadnego wielkiego kryzysu. Bańka pękła, wielkie nadzieje i wielkie rozczarowania za nami. Zostaje już tylko Second Life samo w sobie.

c.d.n. -> TUTAJ
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *