Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pikselowa sztuka (subiektywnie). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pikselowa sztuka (subiektywnie). Pokaż wszystkie posty

Wirtualny świat w wirtualnym świecie - "Chronic City" Jonathana Lethema i "Virually dead" Petera Maya

Wygląda na to, że ogłaszane coraz chętniej plateau  w rozwoju Second Life ma faktycznie szansę być czymś więcej niż efektem zabiegów zdesperowanego M Lindena i istotnie, jak sugeruje Tateru Nino , czas zacząć dumać nad tym, jak ,   a nie czy w ogóle, wirtualne przestrzenie będą obecne w życiu ludzi. O tym, że VR udaje się powoli wrastać w dorobek kultury w ten stabilny i trwały sposób, w jakim tkwią w nim inne wydarzenia i wytwory składające się na tę uroczą wieżę Babel, zwaną cywilizacją, przekonałam się na własne niewyspane oczy dziś nad ranem podczas spotkania z gościem Miedzianego Robota , nowojorskim pisarzem Jonathanem Lethem .

Ekskluzywnie niemożliwe

Autorka najlepszego bloga o Second Life - Bettina Tizzy z Not Possible in Real Life zwołała wczoraj spotkanie in-world (uczono mnie, że rozciąganie subiektywnych preferencji na sądy ogólne to kiepski pomysł, ale kichać nauki, i tak zawsze się to robi). Powodem była smutna, acz oczywista prawda, że zbiór rzeczy niemożliwych tylko w RL, a możliwych w SL, jest jedynie podzbiorem tego, co niemożliwe w ogóle. Ale mniejsza o rozczarowania. Od kilkudziesięciu godzin członkostwo w grupie Impossible IRL stało się z lekka elitarne. Elitarne w sposób najbanalniejszy. Nie idzie bowiem o to, żeby zostać zaproszonym na podstawie jakiś tam spełnionych kryteriów, ale o to, żeby zapłacić. I to jak na SL-owe zwyczaje niemało, bo 500 L$. Zmiana została umotywowana mglistymi jak dla mnie argumentami, bo ostatecznie wyszło na to, że zwyczajnym marketingiem snobistycznym. Najzupełniej rozumiem, że ekipa NPIRL poświęca swój cenny czas i że gorliwie wspiera "przymierających głodem" - jak to nazwano...

Profesor Zazul

Nadrabiam zaległości. Teatr Królewski (pociesznie teraz wygląda ta nazwa, można by dla niej domyślić jakieś ekscytujące źródło) zaserwował repetę Profesora Zazula dla maruderów, czyli między innymi dla mnie, za co rzecz jasna jestem niezmiernie wdzięczna. Przyznaję, bolało mnie nieco moje gapowe tym razem. Poszłam, obejrzałam (w całkiem przyjaznych warunkach nawet) i się ucieszyłam, bo mi się podobało. Nie mogę powiedzieć, że zdarzyło mi się kiedykolwiek wizualizować sobie Tichego w tonie patetyczno-hamletowskim, niemniej spierać się nie będę - wiadomo, reżyser i aktor muszą w postaci zostawić trochę siebie. Może to i nieekonomiczne, bo każdemu się później wydaje, że zrobi Dziady lepiej, ale przynajmniej coś się dzieje, pieniądz płynie. Nie wiem dlaczego tak dobrze mi się spektakl oglądało. Może dlatego, że pierwszy raz w SL-owym teatrze nie musiałam patrzeć na techniczną stronę przedstawienia (punktualnie rozpoczynający się spektakl to nie urban legend! Słowo, że widziałam to na wła...

Fobie

Nie jeżdżę autobusami, o ile to nie jest konieczne, bo dramatycznie brzydzę się tych ohydnych, klejących się rurek zapełniających większość przestrzeni wewnątrz pojazdu niezajętej przez brudne siedzenia. Moi znajomi nie dotykjają klamek w publicznych toaletach albo noszą do pracy swoje własne gąbeczki do mycia naczyń. Nikt jednak nie pobije Redd Columbia. Jest cudowna!

Sklep Szerewpa zwany teatrem

Wprawdzie zaskakująco celną zdaje się być uwaga Sqla, że nie muszę koniecznie krzywdzić się fizycznie za każdym razem, gdy mam ochotę wrócić do Second Life, niemniej jakoś ta sprawdzona metoda zdaje się działać bez zarzutu. Wystarczyło znów się unieruchomić i dzisiejsza premiera w teatrze Szerewpa już mnie nie ominęła (mimo że wieczór niesprzyjający, bo piątkowy). Zlituję się nad światem i nie będę już pisać o obrotowej scenie, ani o tricku z lustrem. Pominę moje żale w związku z zbyt częstymi zmianami dekoracji, które potrafią płynność akcji zatłuc niczym narodowiec kosmopolitę płytą chodnikową. Wszelkie bowiem pochwały i komentarze są już skrupulatnie wypisane u Anulki i Jacka . Ja chciałam jedynie wspomnieć o dwóch nurtujących mnie drobnostkach. Detal pierwszy - Tytułowy sklep z dollarbie'sami był (rzecz - dla tych, którzy widzieli - jasna) magiczny. A ściślej mówiąc, oferował przedmioty o niezwykłych właściwościach. Postacie z obrazu i odbicia lustrzane przejmowały życie swoje...

(Muzyczny) kryzys Second Life

"Hi! do you know any places where I can perform and get paid?" - dosta ł am wczoraj. Ale ż ... Niki nigdy nie ś piewa ł a dobrze, ale i tak nie pojawia ł a si ę za mniej ni ż 4k L$ na godzin ę . Dobrego muzyka jeszcze rok temu trzeba by ł o zamawia ć z minimum miesi ę cznym wyprzedzeniem. Ż eby zszed ł z wynagrodzenia poni ż ej 10k, musia ł dosta ć kontrakt na regular gigs przynajmniej dwa razy w miesi ą cu. No chyba, ż e by ł z dramatycznie innej strefy czasowej, to nie przesz ł o inaczej, ni ż za 30k, jak nic. I co si ę sta ł o? Przyznam, ż e nigdy wcze ś niej a ż tak nie uderzy ł a mnie prawda o kryzysie Second Life. Co tam, ż e wielkie firmy si ę zwin ęł y, ż e olbrzymie fuzje i g ł o ś ne marki, które jeszcze w styczniu zesz ł ego roku dawa ł y nadziej ę na prze ł om cywilizacyjny porównywalny z gutenbergowska ruchom ą czcionk ą , teraz ju ż o swoich planach nawet nie pami ę taj ą . Co tam, ż e VR nie trafi ł a pod strzechy. Ż e kolorowa 3D ba ń ka p ę...

Metropolis Crap

SPEAKER shouts: Have you gone mad? If the Heart Machine is destroyed, SPEAKER shouts: the entire workers' city will be flooded!! SPEAKER shouts: The destruction of the Heart machine SPEAKER shouts: Maria and Freder come to the rescue... SPEAKER shouts: let the children drown in the Flud... Ależ to było show! Velazquez Bonetto, owner grupy CARP (Cybernetic Art Research Project) zrekonstruował na swojej wyspie Diabolus Art space scenografię z filmu Fritza Langa z 1927 roku - Metropolis - i wystawił sztukę opartą na zachowanym scenariuszu. Premiera jest już wprawdzie o kilka dni za nami, ale wczoraj wieczorem spóźnialscy dostali powtórkę. Walczyłam wytrwale to z przepełnionym simem, to z lagiem i na niewiele się moje miotanie zdało. Zobaczyłam jedynie fragment. Ale jaki za to imponujący! Z racji, że oryginał tej pięknej, cudownej i pionierskiej futurystycznej dysutopii nie przetrwał, odtwarzano go wielokrotnie na masę sposobów. Osiem lat temu choćby powstała manga o tym tytule autors...

Scottius Polke

Jako że zostałam ostatnio obdarowana tytułem bogini gejowskiej tolerancji, miałam w planach na wczorajszy wieczór paradę "OUT and PROUD" wspierającą dumnych homoseksualistów. Okazało się jednak, że bezpłodna przekora ze mnie ulatuje coś ostatnio, bo jakoś koniec końców wylądowałam u Portugalczyków, którzy otwierali sobie i ku swojej uciesze nową wystawę w LX Gallery . Scottius Polke, (chyba) świstak z fioletowym piórkiem wpiętym do kapelusza - bo on właśnie był gwiazdą wieczoru - jest artystą tworzącym przede wszystkim w RL. Przyszło mu jednak do głowy coś ciekawego. Zamiast wzorem kolegów pakować do Second Life JPEGi ze swoimi realowymi wyczynami, rekonstruuje dzieła in-world zupełnie od podstaw. Primy i particle sprawiają, że to, co oryginalnie było dwuwymiarowe, zyskuje dodatkowe D. Na moich fotkach rzecz jasna tego nie widać, dlatego zapraszam do galerii. Efektu jego pracy kiepskim nazwać nie można, ale daruję sobie dywagacje. Liczę, że Hacintho zrobi to lepiej (przecież...

Czerwony Kapturek - queerowski pornol w konwencji baśniowej

Chciałoby się powiedzieć, że byłam. Niestety to by było zbyt naciągane. Nie da się też stwierdzić, że nie byłam. Ostatecznie ustawiłam ava w sali kinowej. Crash pozbawił mnie jednak przyjemności obejrzenia filmu w akompaniamencie spontanicznych reakcji współwidzów. Cóż, tłok i lag, jak to na premierze. Na tym jednak się urok funkcjonalności kina zasadza, że można tam zachodzić, gdy się chce, a nie gdy każą. Nie straciłam więc niczego poza premierowym popcornem. Dlatego wypowiadać się będę. Pierwsze, co mam do powiedzenia, to że całość jest tak dobra, że jest sens krytykować. Drugie, to że gdy wróciłam z YouTube'a do SL, na czacie Piwnicy pod Aniołami pojawiła się wypowiedź Hacintho Hueta, którego cytowanie może być odebrane jako jakieś tam faux pas , niemniej powstrzymywać się nie będę, bo sens to ma: Obejrzalem dzis ciekawy film. A wlasciwie cztery filmy, nie wiedziec czemu puszczone razem. Jeden, to mily wstep do bajki, w rytmie muzyki Wasowskiego i cudownego tekstu Przybory. Na...

Hippopotomonstrosequippeddaliophobia*

No i wyszło niepremierowo. A miało niemal czasu zabraknąć. Czerwony kapturek w Piwnicy pod Aniołami i Songs of Marilyn Monroe w Second Life Opera (w wykonaniu ekipy Teatru Królewskiego, który przetrwał mimo upadku królowej). Jak to zazwyczaj bywa, im więcej ma być, tym mniej jest. Dziewczynka, wilk i babcia odwołani, Marilyn niby była, ale co z tego, skoro znów się na stream nie załapałam i jedyne, co słyszałam, to ekstatyczne pojękiwania seksualne z widowni. Widziałam też niewiele, bo przy około 80 osobach na widowni nagłe przeskoki scenograficzne jakoś nie służą. Tweebuffelsmeteenskootdoodgeskietfontein, chciałoby się rzec (afrykańskie słowo oznaczające 'dwa bawoły ustrzelone jedną kulą'). Na śmierć. P.s."Rindfleischetikettierungsüberwachungsaufgabenübertragungsgesetz!" powiedział barman z Bohemy Morri i Ando, do których poszłam się wyżalić. O przyczyny gadatliwości pracownika pytajcie pracodawców. Ja jedynie staram się dostosować. P.s.s. poza Konstantynopolitańcz...

"Maszyny latające cięższe od powietrza są niemożliwe"

Wypowiedziane w 1895 roku słowa Lorda Kelvina, szefa British Royal Society - “Heavier-than-air flying machines are impossible” - stały się mottem sponsorowanej przez samego Sir ArthurConan Doyle'a (tego samego, na którego trafiłam w wirtualnej Białorusi, wędrując śladami Mickiewicza ) i otwartej uroczyście wczoraj wieczorem w R.F.Burton Library wystawy Past Futures . Przesłanie tego, co pokazała nam organizatorka eventu Canolli Capalini najładniej nazwał (kopiący w primowy wehikuł czasu i mamroczący coś o popsutej kupie złomu) Euzeb. Past Futures mówi o ograniczeniach naszego umysłu. O tym, że nawet jeśli wyciągniemy rękę po coś przekraczającego to, co widzimy za oknem, to zawsze sprowadzimy to do tego, co już znamy. Rozwój to tylko ciąg zbiegów okoliczności. Sznureczek przypadkowych pomyłek. "Ekspert to taki człowiek, który popełnił wszystkie możliwe błędy w bardzo wąskiej dziedzinie. [...] Kto rzeczywiście pragnie wymyślić coś nowego, nie może nie być szalonym" - powi...

IanLee Patton (prezentowany przez Iba, oglądany przez Euzeba)

W portugalskiej galerii Ibrahima Batesa wernisaż dziś miał IanLee Patton. Poszliśmy tam z Euzebem zaraz po oficjalnej części otwarcia wystawy Past Futures (o której w następnym poście ), więc przeskok estetyczny zafundowaliśmy sobie niemały. Na szczęście dla mojego zdrowia psychicznego Euzeb to wyśmienity znawca sztuki i podjął się skomentowania dzieł za mnie. Oddaję mu zatem głos (dziękując Bogu, że Ib nie zna polskiego) i dodam tylko, że prace IanLee są dostępne zarówno in-world jak i tutaj . "Euzeeeb! Pójdziesz ze mna do Portugalii. Mianuję cię moim osobistym kronikarzem - spiszesz moje wrażenia z wystawy, a ja się pod nimi podpiszę później!" - usłyszałem z wieczora. Nim zdążyłem napisać: "dlaczego ja?!" dostałem groźnie wyglądające TP. Cóż, królowa każe, sługa musi. Bez bicia zatem przyznam, że nie wiem czyja była to wystawa. Uzi na pewno wie - więc podczas cenzurowania swych wrażen pewnie dopisze (nie nie! nie banuj z PR! już będę pisał poważnie!). Pierwszym...
Copyright © Plateau Project by Uzi Boa
Design out of the FlyBird's Box.