niedziela, 22 marca 2009

IanLee Patton (prezentowany przez Iba, oglądany przez Euzeba)

W portugalskiej galerii Ibrahima Batesa wernisaż dziś miał IanLee Patton. Poszliśmy tam z Euzebem zaraz po oficjalnej części otwarcia wystawy Past Futures (o której w następnym poście), więc przeskok estetyczny zafundowaliśmy sobie niemały. Na szczęście dla mojego zdrowia psychicznego Euzeb to wyśmienity znawca sztuki i podjął się skomentowania dzieł za mnie. Oddaję mu zatem głos (dziękując Bogu, że Ib nie zna polskiego) i dodam tylko, że prace IanLee są dostępne zarówno in-world jak i tutaj.
"Euzeeeb! Pójdziesz ze mna do Portugalii. Mianuję cię moim osobistym kronikarzem - spiszesz moje wrażenia z wystawy, a ja się pod nimi podpiszę później!" - usłyszałem z wieczora. Nim zdążyłem napisać: "dlaczego ja?!" dostałem groźnie wyglądające TP. Cóż, królowa każe, sługa musi. Bez bicia zatem przyznam, że nie wiem czyja była to wystawa. Uzi na pewno wie - więc podczas cenzurowania swych wrażen pewnie dopisze (nie nie! nie banuj z PR! już będę pisał poważnie!).
Pierwszym wrażeniem było rozczarowanie... lagiem. Tak, tak - wszechobecny lag dorwał mnie w miejscu, gdzie diabeł mówi dobry wieczór... a może dobranoc? No nieważne. Gdy się wczytał region, oczom mym ukazała się niezwykła różnorodność. Zarówno prac jak i towarzystwa. Przez chwilę zastanawiałem się, czy tańczący kret w cylindrze i kamizelce jest czescia wystawy. Po przemyśleniu i skonsultowaniu się z Uzi doszedłem do wniosku, że jednak nie ("to jest autor, nie poznajesz? jak ty moją recenzję chcesz pisać!") i skupiłem się na malowidłach wiszących na ścianach. Od razu w oczy rzucił się styl chiński japoński (poparty obecnością hiragany, katakany oraz kanji). Kolory pstrokate i wesołe (na jednym z pikczersów wypatrzyłem domo kuna, który - o dziwo - nie gonił żadnego kota, by go pożreć). Styl zróżnicowany. Moim faworytem okazała się praca z króliczkiem (bardziej playboyowym) i marchewką. I tu przypomina się pewien brzydki kawał o marchewce... No ale odszedłem od tematu.
Co na to zwiedzający? Zachwyceni (co prawda przeważał portugalski, ale nie sądze, by wyrażano w nim rozczarowanie wystawą). Zresztą ilość ludzi dobrze rekomendowała wystawę. Osobiście muszę powiedzieć, że ktoś się cholernie napracował. I całkiem nieźle to wyszło.
Euzebiusz Applemoor

Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *