piątek, 13 marca 2009

Paznokcie niecyfrowe

“A to jednak ktoś z tego korzysta...?” odpowiedziała niegrzecznie, bo pytaniem na pytanie, zaskoczona pani od paznokci, Był ci to retor czy nie? Czasem oczywistości stają się jakoś nazbyt subiektywne. Zabawnie wtedy się robi.
Oczywisty jest na przykład adres Twojego dentysty, fryzjera, najlepszego klubu w mieście. Nie trzeba o tym mówić. Nie mówi się. Schody zaczynają się, gdy się przeprowadzisz. Spacerujesz po nowych ulicach i o ile nie masz czegoś pękniętego w mózgu, zauważasz tylko rzeczy potrzebne. Reszta umyka. Dla zdrowia psychicznego rzecz jasna. Póżniej nachodzi Cię spontaniczna, obezwładniająca i niepohamowana potrzeba zrobienia sobie ładnie paznokci i zaczyna się dramat. Nijak nie da się sobie przypomnieć, czy mijało się odpowiedni szyld czy nie. Albo gorzej - pamietasz szyld, nie pamietasz lokalizacji.
Co wtedy? No nic prostrzego. Google.
Ha...!
I tu czeka przyczajony i chichoczący ironicznie szok poznawczy. Jeśli przytaknąć powiedzeniu, że tego, czego nie ma w sieci, nie ma w ogóle, to w tym urokliwym mieście po pustej stronie Wisły nie ma manicurzystek. W porywach bywały, ale dawno temu, incydentalnie. Ponoć w 2005 pani Krysia robiła niezłe akryle - mówi jakieś forum. Tyle.
Postanowiłam poszukać metodą tradycyjną. Znalazłam, więc zapytałam, czy źle sprawdziłam czy nie miałam szans znaleźć w necie. “A to jednak ktoś z tego korzysta...?”

Tego samego dnia przeczytałam zdanie “kiedyś twoj dom był tam. gdzie twoje ciało, teraz jest tam, gdzie twoje bity” i jednocześnie poznałam człowieke bez Internetu. Zażyczył sobie jednej z płyt z mojej kolekcji. Jak mu ją udostępnić? Przegrać, wsadzić w kopertę i wysłać pocztą...? A może ignorować część świata ignorującego net?
Potykając się o plątające się wszędzie kable, w świetle mrugających jak światełka choinkowe diod od modemu, myszki i monitora, postanowiłam nagrać mu tę płytę. Napiszę mu nawet list. Na papierze. Ręcznie. A co tam.
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1