piątek, 22 stycznia 2010

Zrób sobie awatara

Jako że powzięłam na dziś mocne postanowienie zrobienia czegoś konstruktywnego, nie mogło skończyć się inaczej, niż banalnym marnowaniem czasu. Sposobów na bycie zajętym nicnierobieniem jest oczywiście wiele, ale gdyby kogoś pomysłowość w krytycznym momencie zawiodła, polecam zabawę w robienie sobie awatara. Przednia jest i wciągająca.

Awatara postanowiłam zrobić prostego, oldschoolowego i dwuwymiarowego, czyli nadającego się do wsadzenia w okienko profilu na Skype, Facebooku, Bloggerze czy choćby naszej-klasie. Żeby zachować pozory chwilowości zajęcia, z góry odrzuciłam wszelkie metody powiązane z aplikacjami do ściągania i instalowania. Musiało być online i to bez konieczności zakładania konta, bo to już zobowiązuje i zabiera czas. Acha, i darmowe. Musiało też być darmowe.


Bardzo szybko przekonałam się, że większość linków stanowiących według Google odpowiedź na moje pragnienie, prowadzi do stronek, których oferta ogranicza się do przycinania uploadowanego zdjęcia do rozmiarów akceptowanych przez małe okienka profilowe portali społecznościowych i komunikatorów. Drugie w kolejności poleciały online'owe mini-Photoshopy pozwalające na "ukomiksowienie" lub wymyślne powyginanie fotki (KusoCartoon, CaricatureSoftMoonjee, promowany mocno i opisywany BeFunkyGizmoz czy Pho.to).

Najciekawsze ze wspomnianych byłyby dwa ostatnie. Gizmoz daje możliwość przekonania się na własnej skórze i układzie kostnym, jakby się wyglądało będąc mutantem, na przykład człowiekiem-lwem, człowiekiem-małpą albo kosmitą. O ile oczywiście kogoś takie pytania nurtują. Niestety, podobnie jak w wypadku wszystkich innych (przynajmniej znanych mi) programów sczytujących dane z fotografii, i Gizmoz wymaga bardzo dużo wyrozumiałości i dobrej woli od użytkownika, gdy przyjdzie wyszukiwać podobieństwa do swoich rysów w rysach tego kogoś na obrazku. Osobiście na Gizmoz się obraziłam za totalne zignorowanie i zaciemnienie subtelności mojej słowiańskiej urody tuż przed ostatnim krokiem produkcji awatara, czyli w idealnym momencie, żeby nie żałować, że zapisanie rezultatów wymaga podania adresu mailowego.

Inną, choć przyznaję, że z mojego punktu widzenia bardzo drobną, zaletę ma Pho.to. Oferuje mianowicie awatara animowanego. Wachlarz możliwości jest dosyć przyzwoity. Począwszy od gifowych miniaturowych prezentacji z fotek przez puszczanie oczka prosto ze zdjęcia po stawanie w płomieniach czy rozsypywanie się na kawałki na oczach całego świata. Jeśli kogoś nie drażni powtarzalność sekwencji gifowych awatarków, to warto zajrzeć.
Jeśli mało, to jeszcze troszkę znalazłam TUTAJ, choć przyznaję, że jakoś specjalnie nie szukałam.

To bowiem, co mi się wymarzyło, to kreskówkowa wersja mnie stworzona na podstawie zdjęcia. Cokolwiek, byle odrobinę choć finezyjniejsze od  pikselowatych ludzików z Doll Palace i wszelkich pokrewnych portalików zaprojektowanych jako przebieralnia dla lalek. Nie odniosłam jednak w swoich poszukiwaniach jakiegoś specjalnie spektakularnego sukcesu niestety. To, co znalazłam, było albo całkowicie, albo częściowo płatne. A jeśli nie było, to nie działało. Jak na przykład Portrait Mail. Teoretycznie wystarczy wysłać fotkę na female@portraitmail.com / male@portraitmail.com i czekać cierpliwie, aż jakaś tam maszyna automatycznie przetrawi zawartość i odeśle gotowy obrazek, niemniej ja się nie doczekałam.
Kolejna stronka - OSOQ - reklamuje się jako darmowa, choć darmowa jest w praktyce tylko jeśli samemu zakasa się rękawy i poskłada sobie siebie z samodzielnie dobranych elementów.
Podobnie puzzlowo jest na Mangatarze, Meez (dla tych, którzy jednak wolą wcięcie w talii), WeeWorld i SP Studio, choć to ostatnie i tak niezmiernie mi się spodobało, bo pozwala dołączyć do mieszkańców South Parku.
Największym jednak rozczarowaniem okazała się strona simpsonizeme.com - "Due to the immense popularity of SimpsonazieMe.com, we are unalble to Simpsonize you at this time. Please try again later." Ech. Przyszłam later, bez zmian. A szkoda niezwykła, bo członkiem rodziny Simpsonów staje się bez wpływu na swoją fizyczność - automatycznie z fotki. Bardzo zrobiłam się siebie ciekawa jakoś nagle. Będę tam zaglądać. Tymczasem w ramach ocierania łez zadowoliłam się Simpsonem-składakiem. Można takiego dostać na stronie promującej film - TUTAJ.

A skoro już przy filmach jestem, to dwa pocieszne nawet cukierki na koniec.
Avatar Avatar. Ten. Camerona. Z Twoimi rysami. Możesz sprawdzić, czy byłoby Ci ładnie na Pandorze. Ja już wiem, że mi nie.
Choć nie jestem pewna, czy i tak nie znośniej niż na pokładzie USS Enterprise. Jako Spock wyglądam jak mały chłopiec.

Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *