wtorek, 19 stycznia 2010

"Halo Ziemia! Tu Solaris Gate…" powiedział Piotr Tymochowicz

Słowo honoru, nie wiem, czy to na poważnie. Patrząc na wpisy na blogu, powiedziałabym, że blaga. Są nawet jeszcze mniej poważne i treściwe niż moje. Ale może jestem uprzedzona i zbyt konserwatywna. Może faktycznie plany światowej rewolucji najlepiej ogłaszać emotkami i wykrzyknikami. Ostatecznie szefuje tam spec od wizerunku i wywierania wpływu. Może naprawdę najlepszym sposobem na przekonanie o solidności firmy i sensowności przelania na ich konto 200 euro jest filmik na YouTube dokumentujący to, jak sam prezes zarządu osobiście pomyka do sklepu po iPhonea, który miał być nagrodą w konkursie dla dzieciaków na Blipie. Z drugiej strony Puls Biznesu podał w tym tygodniu, że weszli na giełdę. To trochę komplikuje sprawę.
Ech, aż drżę na myśl, że to nie żart, tylko ja nie jestem targetem. Zupełnie poważnie się zasmucę. Jeśli wszyscy będą nieśmiertelni tylko nie ja, to na bank wypadnę z towarzystwa.

Jeżeli jeszcze nie słyszeliście o Solaris Gate by Infinity S.A., postaram się opowiedzieć. Tak, jak zrozumiałam. Choć przyznaję, że nie spotkałam się jeszcze dotąd z firmą i projektem tak skrajnie ograniczającym swój przekaz do wrażeń, przeczuć i intuicji jedynie. To trochę tak, jakbym próbowała zrelacjonować doświadczenie mistyczne albo sen. Niemniej, postaram się. Własnymi słowami.




Wyszło na jaw, że Andrzej Lepper nie miał szans w polityce, bo nad jego wizerunkiem Piotr Tymochowicz pracował tylko po godzinach. Swoje siły witalne pożytkował bowiem głównie w garażu, gdzie z dwoma kuplami od ponad dekady w całkowitej tajemnicy opracowywali szatański plan zawładnięcia światem. Teraz się ujawnili, bo właśnie skończyli. Dokonać całości mają za pomocą skomplikowanej i zaawansowanej broni multiplatformowej skonstruowanej przez niedocenianych (bo polskich) genialnych programistów, których to starannie wyselekcjonowali i dobrali zaufani specjaliści. Multiplatforma ta ma na celu nakłonienie prymitywnego, skostniałego w stagnacji od dwóch tysięcy lat, opornego na ewolucję emocjonalną i niezdolnego do komunikacji społeczeństwa zamieszkującego planetę Ziemię do wzniecenia rewolucji. Rewolucja nie ma być broń Boże krwawa. Ma to być iście humanistyczny przewrót, po dokonaniu którego staniemy się bardziej świadomi i lepsi. (Śmierdzi transhumanizmem; w następnym poście przypomnę dra Nicka Bostroma w ramach komentarza, lepiej wiedzieć na co się przygotować).
Przeczytałam, co znalazłam, obejrzałam filmiki i wyszło mi, że Solaris Gate będzie czymś na kształt muzeum. Eksponatami będziemy my (o ile zapłacimy). Część online'owa projektu zmiecie chyba z rynku Google, Apple'owe mobile.me i Facebooka, bo zaprojektowana została tak, aby każdy użytkownik mógł skopiować na serwer wszystko, co się da - zdjęcia z pierwszej komunii, filmy z wakacji, nagrania jego głosu itd. Musi to być też w jakimś stopniu wyszukiwarka, bo zapowiedziano, że Solaris Gate nauczy się od Ciebie Twojego sposobu łączenia faktów. Podobno po to, żeby podać Ci adres najbliższej geograficznie osoby myślącej tak, jak Ty (to dopiero będzie nowy wymiar samotności!). Platforma ma być sztucznie inteligentna, więc będzie się od Ciebie uczyć, rozwijając samą siebie ku dobru ogółu. To podobno klawe bardzo. I e-learningowe. Ja bym to nazwała inaczej, bo na chłopski rozum - to tak, jakby pan Tymochowicz podesłał mi dzieciaka do uczenia. Raczej on powinien mi płacić, a nie ja jemu. To to samo przecież - dzieciaki również się edukuje dla dobra ogółu. Niby Linden Lab zrobiło podobnie, też zarabia na produkcie stworzonym przez użytkowników. Ale oni przynajmniej zachowali pozory i udostępnili darmowe konta. No nic, zobaczymy.
Rzecz chyba w tym, że ludzie mają chcieć w to wejść, bo wygląda na to, że obiecana im będzie w pewnym sensie nieśmiertelność. Nie dosłownie. Nie o to chodzi, że jak założysz konto w Solaris Gate, to nie umrzesz. Idzie o to, że będziesz zapamiętany w bazie danych. Nie myśl tylko, że na potrzeby reklamodawców i innych łowców danych! To raczej takie trochę "exegi monumentum aere perennius". I jak Twoje wnuki będą chciały z Tobą pogadać, to im platforma Ciebie zrekonstruuje i będziesz mógł spytać, jak tam w szkole. Oczywiście się nie dowiesz, bo będziesz martwy, ale może maluchy się ucieszą, że się interesujesz. Kto wie.
Smaczku całości ma dodać bank DNA w realu. Zbiorą od Ciebie włosy i paznokcie i przetrzymają (oby nie w tym garażu, w którym siedzieli ostatnie lata) na lepsze czasy, gdy technologia trochę jeszcze się rozwinie i będzie Cię można urodzić na nowo. Ciekawe czy ta usługa także zawierać się będzie w tych niecałych 200 euro. Coś mi mówi, że firma, która wymyśli, jak to zrobić, nie będzie działać charytatywnie. (Update - zapomniało mi się, że już będziemy po rewolucji i zwrocie humanistycznym; na sto procent będą wskrzeszać free of charge).

Tak czy owak klamka zapadła. W nocy z niedzieli na poniedziałek zamknięto nabór na betatesterów. Ogłoszonych dziś światu 100 szczęśliwców będzie mogło unieśmiertelnić się jako pierwszych. Kto wie, czy reszcie rodaków nie przyjdzie ustawić się w kolejce, bo podobno interesujące firmę rynki nie obejmują naszego. Z tego też zapewne powodu zarówno strona firmy (http://www.infinitysa.pl/), jak i samego projektu (http://solarisgate.pl/) ma tylko polską wersję językową. No chyba, że zapowiadane 'niebawem' jest trochę dłuższe od potocznego. Kolejny raz wypada rzec - zobaczymy. Tymczasem bacznie obserwuję, czy coś w końcu pojawi się na http://www.infinitysa.com/.
Ale jeśli to nie żart i jeśli faktycznie mają sposób na to, żeby stać się globalnymi, to będzie kupa śmiechu i zamieszania. Chociaż ja skromnie zajmę się jedynie oglądaniem i zostanę tymczasowo przy starych, dobrych i nieodpłatnych metodach oddawania swoich danych.

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1