czwartek, 28 stycznia 2010

Statystyki Second Life cz.1.

Na najświeższe statystyki Second Life czekałam niecierpliwiej nawet niż na kolejny odcinek ulubionego serialu. Od jakiegoś czasu odnoszę zresztą wrażenie, że ten drugi nie dotrzymuje kroku pierwszemu.  Akcja się zagęszcza, intryga zacieśnia, napięcie rośnie. Linden Lab jak nic opowiada nam historię. Wsłuchać się tylko trzeba, a protagoniści, antagoniści i dramatyczne zwroty akcji wyrosną nam przed oczyma niczym czarowna inscenizacja Balladyny na deskach Teatru Narodowego.

Jako że nie nauczono mnie nigdy szacunku do słowa oficjalnie wygłaszanego, z automatu jakoś i odruchowo postanowiłam dnia pewnego poszukać danych. Liczb. Tak ot, cyferek stojących (czy stać powinnących?) za wieszczącymi raj na ziemi kwartalnymi wykresami z bloga Lindenów.
Jak powiedziałam - odruchowo, toż się zdziwiłam niemało, widząc, że się nie zgadzają. I pal nawet licho te zaokrąglenia zaokrągleń. Ciekawsze bardziej to, że nawet wewnątrz stanowiska macierzystej firmy statystyki Second Life doczekały się swojej własnej mnogości interpretacji i wielości realizmów punktu widzenia.
Nie ma co kryć, najnowsze wystąpienie T Lindena ośmieliłoby najskromniejszego. Więc i ja, rozochocona, dorzucę swoją wersję.


  • POWIERZCHNIA SECOND LIFE 
(na modłę Linden Lab w milionach metrów kwadratowych podawana)

Zgodnie z uwielbianą przeze mnie teorią głoszącą, że jeśli coś jest prawdziwe, to da się to narysować, zabrałam się za rysowanie. Na pierwszym obrazku będzie najbardziej pstrokato, ale nie zdołałam czyściej.
Podział kolorystycznie nie pozostanie oczywiście nieuzasadniony. Obrazuje on pewną znamienną cezurę w historii bloga Linden Lab - ciszę. Nawet jeśli ktoś zagląda tam tylko okazjonalnie, nie mógł jej nie zauważyć. Trwała trochę. Czasowo (zakładam, że również motywacyjnie) stanowiła bezpośrednie następstwo zmiany na stanowisku CEO. Wraz ze zniknięciem założyciela Second Life, zniknęły także i cyfry po przecinku. Zrobiło się okrągło, obło i mdło, ale za to bardzo optymistycznie. Nowe, MLindenowe spojrzenie na metody prezentowania SL w liczbach zaznaczyłam na zielono-fioletowo. Niebiesko-żółte słupki to era Philipa Lindena.


Najstarsze szczegółowe sprawozdania z kondycji platformy, jakie udało mi się znaleźć, pojawiły się w ostatnim kwartale 2006 roku. Dane dotyczące wcześniejszych miesięcy uzupełniłam z najnowszych zestawień. Problem w tym, że stare i nowe tabelki nie podają tego samego. Wygląda na to, że obecnie obowiązujące stanowisko nakazuje zaniżanie wyników pierwszego półrocza 2007, a zawyżanie reszty. Nie mam pojęcia dlaczego, widać tak się im zaokrągliło. Nie czepiam się broń boże, ale dobrą chwilę bawiło mnie zgadywanie skąd im się te nowe liczby wzięły. Już wiem. Wystarczy zaokrąglić (niekoniecznie zgodnie z regułami, koniecznie w górę) wyniki z poszczególnych miesięcy, potem zaokrąglić sumę składającą się na kwartał, a potem, jeśli tylko się da, przeliczyć całość na inną jednostkę i znów wynik zaokrąglić. Na koniec w notce prasowej podać wynik najbliższy łatwo wpadającej w ucho liczbie jeszcze bardziej okrągłej (zawsze wyższej) i dla zobrazowania porównać do czegoś w realu (koniecznie jeszcze większego). Niby nic, ale ziarnko do ziarnka i ostatni kwartał 2007 i pierwszy 2008 powiększyły się o 20 milionów metrów kwadratowych każdy - co daje łącznie dodatkowe 600 regionów - a w oficjalnym oświadczeniu prasowym M Lindena zeszłokwartalne 1800 km² przedstawione zostało jako obszar jakimś cudem porównywalny do Rhode Island (za Wiki: powierzchnia stanu ogółem - 4005 km², lądowa - 2709 km², wodna - 1296 km²).

Na swoim wykresie wyspy zaznaczyłam na zielono i niebiesko, kontynenty na żółto i fioletowo. Dopisać tu muszę, że o ile zazwyczaj udawało mi się znaleźć lub jakoś dociec konkretnych liczb, to ostatnie pół 2008 roku podzieliłam zupełnie na oko. Wspomniane półrocze ujawnione zostało ze znacznym opóźnieniem (zwłaszcza w kwestii powierzchni SL) i do tego tylko na obrazku. Zabawa mniej więcej analogiczna do zaproponowania konkursu na najcelniejsze odgadnięcie wartości kryjących się za słupkami na moim wykresiku. Zgaduj zgadula.
(Nawiasem mówiąc, uważam za przemiły wysiłek Lindenów włożony w uatrakcyjnianie raportów. Pomysłodawca podawania całości powierzchni SL w milionach (!) metrów kwadratowych, a części zwanej wyspami w sztukach zdecydowanie zasłużył na premię za innowacyjność i otwartość umysłu. Ale ok, przeliczyłam sobie).

Widać ładnie na obrazku, jak pięknie i płynnie Second Life się było niegdyś rozwijało. Równomiernie i stabilnie, aż przyjemnie się patrzy. W drugiej połowie 2007 platforma była już hitem. Oczy wszystkich jednomyślnie skierowały się na wirtualny światek z San Francisco. Zawsze byłam zdania, że jak się ludzie gapią, to nic dobrego z tego nie wyjdzie. I faktycznie. Zainteresowanie mediów paradoksalnie przygasiło rozkwit, ale za to dostarczyło bonusowych atrakcji. Oficjalni zwolennicy restrykcji zwiedzieli się o platformie i już pod koniec lipca 2007 wymuszono na LL zakazania hazardu in-world. Dwa miesiące później UE upomniała się o podatek VAT, a kongres zaczął dumać nad tym, czy by tak przypadkiem nie było dobrze podchwycić pomysł i opodatkować VR. W październiku na dobre rozpoczęła się walka o naprawę moralności awatarów (szło o dziecięcą pornografię, ale maszyna się rozpędziła, co, jak wiadomo, zakończyło się skonstruowaniem w SL erotycznego getta). Wtedy też ucięto poufną ugodą toczącą się już od jakiegoś czasu sprawę Bragg vs Rosedale i z motta Second Life zniknęlo "owned by Residents".
Linden Lab zachłyśnięty sukcesem w lipcu zapowiedział wzrost opłat na Lindeksie, a w sierpniu wprowadza pierwszą podwyżkę cen ziemi - cena wyjściowa na aukcjach mainlandu wzrosła o 25%. Trochę ponad tydzień później Second Life zaliczyło pierwszy spadek ilości kont premium. Oficjalny komentarz Meta Lindena zapewniał, że nie ma między tymi wydarzeniami związku, a cała wina spada jedynie na użytkowników, z którymi nie da się skontaktować, bo złośliwie nie podają danych osobowych.
Atmosfera zaczęła się robić napięta. Początkiem listopada 2007 jeden z głównych udziałowców - Catamount Ventures - pozbywa się za bardzo przyzwoite pieniądze swojego związku z Second Life. Dwa tygodnie później Philip wyskakuje naprawdę z konopi i wygłasza patetyczną mowę o misji LL i modyfikacjach, jakich wprowadzenie jest konieczne, żeby zachować inwestorów w dobrym zdrowiu. Kilka dni później z firmy wypada kluczowy Linden - Cory Ondrejka. Philip tłumaczy, że zwolnić musiał, bo to on jest szefem i już. Ale nawet i on sam nie doczekał podsumowania kolejnego kwartału. Roztrząsać długo nam jednak tego nie dano, bo natychmiast pojawiły się nowe atrakcje. Pod koniec marca 2008 odebrano Rezydentom prawo do używania logo "z łapką" i zapowiedziano, że to dopiero początek krucjaty przeciw zbyt gorliwie utożsamiającym się z nazwą platformy użytkownikom.

Do końca pierwszego kwartału 2008 roku wszystko szło względnie równo. Kryzys jednak nadszedł i coś trzeba było z nim począć. Nowy CEO zaradził problemowi. Wymyślił najwyraźniej, że skoro Second Life wiotczeje, trzeba je nadmuchać. Choćby i sztucznie. Na początku kwietnia obwieszczono pojawienie się kolejnego kontynentu i nowego, tańszego rodzaju wysp - Openspace.  Tydzień później dorzucono ostatnim (marcowym) klientom trzy miesiące Openspace w bonusie. Nic więc dziwnego, że kilka miesięcy później ilość wysp zaczęła gwałtownie spadać. Zwłaszcza biorąc pod uwagę wypływającą z oburzenia Lindenów na "unfair use" (czytaj - przynoszący dochód Rezydentom), ogłoszoną w październiku i stanowczo oprotestowaną podwyżkę cen Openspace (z 75 do 125 USD miesięcznie bez zniżki dla instytucji edukacyjnych) oraz ofertę łączenia tego rodzaju wysp - cztery Openspace'y można było wymienić na jeden region pełnowartościowy. 1200 Openspace'ów wróciło po darmowym okresie próbnym do nadawcy, a 2700 połączono. Tylko 2% całości (ok. 300 sztuk) zostało, czym było.
(Kolejnym nawiasem mówiąc, rozumiem kurczące się tak archipelagi, ale jakim cudem w ten sposób wyjaśnić malejący mainland?)
Tym razem kryzys odbił się na wykresach i nijak się nie dało go już ukryć. Media obwieściły śmierć Second Life i dały sobie spokój z wirtualnością. M Linden tymczasem wytrwale robił swoje, powtarzając po rocznej przerwie trick "nowa tańsza wyspa + kolejny kontynent". I znów się udało. Statystyki rosną ku uciesze tłumów. Tym razem bohaterowie nazywają się homestead i Zindra, a Linden Lab nawet nie kryje, że to nadprodukcja ziemi właśnie stoi za ciągle spadającymi cenami mainlandu. Z drugiej strony, zbyt wolne dodawanie ziemi też nikomu nie służy (wystarczy przypomnieć sztucznie horendalne ceny wywindowane podczas zdecydowanie maruderskiego tempa budowania Nautilusa). Wygląda jednak na to, że jeśli schemat nie został zmodyfikowany, za rogiem tak czy owak czeka nas kolejny kryzys. Oby nie.

c.d.n. -> TUTAJ
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *