piątek, 27 marca 2009

Anarchia

Chciałam wczoraj iść do teatru. Poszłam. Okazało się, że tutaj teatr bywa czynny, a nie jest. Pomyślałam, że pójdę do galerii. Wszystkie zamykają o 16:00 lub 17:00. Nie poszłam. Doszłam do wniosku, że zrobię to klasycznie. Pójdę przed siebie.
Trafiłam na Tekturę. W dosyć ciasnej salce ktoś właśnie puszczał z komputera film dokumentalny o grudniowych wydarzeniach w Grecji, następstwie śmierci nastoletniego Alexisa. Akurat gdy weszłam, na ścianie pojawił się napis "TURN OFF YOUR TV. If you can't smash it". Musiałam zostać.
Następne pół godziny było dosyć zabawnym zmaganiem się obrzydzenia do fizycznej przemocy i niekontrolowanej agresji jako wymówki dla destrukcji w imię ideałów (widać nadal nie pogodziłam się z naturą ludzką, bo jeśli już rewolucja to ewidentnie pozytywna i konstruktywna mi się marzy) z przekonaniem, że choćby w ramach eksperymentu warto przyjrzeć się oglądanym właśnie postulatom ze skupieniem i powagą.
Starałam się, jak mogłam. Ucinałam wszystkie myśli ulatujące w stronę Nie-boskiej komedii i a'la Herbertowskiego buntu dla samego buntu, uparcie wyciszałam syczącego "anarchiści, narodowcy - w praktyce jeden bat" Tomasza Akwinatę (przechrzczonego ostatnio na Margarynę Palmę), który zdaje się już zdążył się wypowiedzieć publicznie na dręczący mnie temat, a którego uwagi teraz ograniczały się do propozycji obsikania komisariatu i wysmarowania kupą witryn siedzib wielkich firm. "Jedni walczą z Żydami, inni z korporacjami. Żadna różnica."


Nie będę ukrywać, że cała moja dobra wola uleciała tuż po napisach końcowych, gdy okazało się, że PC w jaskini anarchizmu śmiga na oprogramowaniu Microsoftu.
Niemniej filmik znalazłam (i wkleiłam powyżej), a później zabrałam się za lekturę. Przeczytałam Manifest Światowej Rewolucji stworzony na potrzeby buntowników z Aten, przeczytałam fragment jakiegoś anarchistycznego podręcznika, przejrzałam kilka blogów i zgłębiłam odpowiednie fora. Wszystko to, żeby na koniec dojść do wniosku, że jedyny manifest anarchistyczny, jaki do mnie przemawia, znajduje się (o ironio moja słodka!) na Stronie Prokapitalistycznej. Cała reszta wygląda jak chaotyczne, wiecznie i na oślep szukające pretekstu, totalnie destrukcyjne wyładowywanie agresji.

Jak to jest ostatecznie? Jest ci nam państwo koniecznym, zsynchronizowanym organizmem albo dobrowolną umową społeczną między jednostkami? Czy raczej polem bitwy, na którym silniejsi wygrywają kosztem wyzyskiwanych głupszych? (wiem, że nie musi się wykluczać). Ale nawet jeśli, dlaczego nie odejść w pokoju, akceptując zadowolenie innych i skorzystać z wolności do stworzenia własnej (niech będzie anarchistycznej) społeczności, zamiast pakować się z własnymi poglądami do domów przypadkowych obserwatorów i uszczęśliwiać ich na siłę?
Jeszcze chwilę kłóciłam się z moją drogą Margaryną Palmą (z racji, że on uprzedzony, bo mu w zinach punkowskich tekstów drukować nie chcieli), ale ostatecznie skapitulowałam przybita kolejny raz rozdźwiękiem między moją wizją świata a praktyką.
(Swoją drogą coraz częściej doceniam uroki ucinania dyskusji krótkim, nieweryfikowalnym (Linka, milcz) "u mnie w górach to było inaczej").

Poszłam szukać anarchistów w Second Life, śmiejąc się nieco pod nosem z myśli, że mogłabym znaleźć. Oczywiście byli tam. Jedni mieli całkiem schludną Anarchist HQ, drudzy cały sim z pięknym zamkiem...
i nagle mnie olśniło.
Prawdziwi anarchiści SĄ w SL, a jakże!
Żeby się do nich dostać, musiałam tylko w terminalu wpisać:
/Applications/Second\ Life.app/Contents/MacOS/Second\ Life -loginuri http://osgrid.org:8002 -loginpage http://osgrid.org/loginscreen.php -helperuri http://osgrid.org

Pierdole pikselowo,
Pierdole Linden Lab,
Piedole tutaj wszytsko,
Ja tutaj jestem sam.
Jacek Shuftan
Sql, Jacek i ja
(na pierwszym planie rzecz jasna)
na wolności :)
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *