poniedziałek, 27 czerwca 2011

SL8B - kto świętuje urodziny Second Life?

Obesrwując kolejną już z rzędu rocznicę powstania Second Life, zastanawiam się trochę, czy w ogóle one kogokolwiek chociaż odrobinę obchodzą. Sprawdziłam nasze forum, napisało mi, że nic a nic, “ponieważ slowo sl8b nie występuje w żadnym poście”. Sprawdziłam w Google, niewiele. Ślady tylko lekkie wsazują, że Ayumi eksplorowała. Zajrzałam na YouTube, jeszcze mizerniej. Zapytałam w końcu awatara, powiedział mi: “nie wiedziałam, że sl ma urodziny, skoro już wiem, że ma, to nie wiem które, nie wiem, co się będzie działo i gdzie, wiem tylko, że na pewno nie wezmę w nich udziału”.



Ja chciałam wziąć. Nie tak, jak kiedyś, gdy za wszelką cenę próbowałam dostać się na otwierającą przemowę Phillipa Lindena, ale chciałam. Powlekłam się więc i zobaczyłam tą naszą Wystawę Powszechną Drugoświatową, to nasze SL Expo 2011. Powlekła się ze mną Morri, ale wiadomo było, że się powlecze, bo ją ksztynę jeszcze obchodzi. Choć też bez większego entuzjazmu jakoś. Obejrzałam. Stoi tych wystawek od groma. Fajnie, że stoi, ale co z tego w sumie? Ile można łazić i oglądać?
Wróciłam do Bohemy rozczarowana jakoś, a tam po sąsiedzku Identity mi krzyczy, że urodziny SL są właśnie. Rozradowałam się niezmiernie, że kogoś jednak obchodzi. Sęk w tym jednak, że ją obchodzi, bo własną ma tam wystawkę. Zaangażowana w sprawę, to ją obchodzi. Proste. Pewnie dlatego Linden Lab tylu aż pozwoliło budować na urodzinowym simie. Inaczej nikt by się na zdmuchnięciu świeczek nie pojawił.

Morał z tej bajki taki, że ilu nas siedzi w Second Life, tylu praktycznie Second Life ma głęboko. Swój mały ogródek przydomowy nie, jasne, że nie, Second Life jako takie tylko.
Dobrze to czy źle, ciężko oceniać (obiektywnie). Dla firmy raczej wygodnie, bo nikt modyfikacji kolejnych nie krytykuje (ba! nie zauważa nawet) bądź kytyk nielicznych w serduszku nie rozważa. Im przecież mniej się angażujemy, tym rzadziej wyskakują nam dramaty w stylu tegorocznej walki o logo urodzin. Dla samego SL świata to nasze głębokie poważanie może i dobre ekonomicznie, ale jakoś smutne i bezbarwne. Subiektywnie oczywiście, bo ja lubię dramaturgię. Gdybym miała wybór, wolałabym pewnie, żeby SL padło w eksplozji odwewnętrznej i obrosło w mit niż w masę nieświadomą, co w środku. Ale co by i z tego było?

Postanowiłam więc zwyczajem Bożonarodzeniowym sięgnąc do korzeni i udać się do stajenki. Odwiedziłam pierwszą wyspę Da Boom (z 2002 roku), wdrapałam się na Phillip’s Hill, gdzie stoi najstarszy obiekt w SL - figura The Man, jedyna pozostałość po Linden Town, przedarłam się przez połowę nudnego, jak flaki Muzeum Historii Second Life i odwiedziłam replikę orientation station, w której papuga, inaczej niż oryginalna, już wcale nie rozdaje po 1L$ za calusa. No i klawo było.

Prawda jednak taka, że najważniejszym dla mnie wydarzeniem podczas tegorocznych urodzin Second Life - choć chyba nie w grafik obchodów wpisanym - była śmierć. Zamknięcie wyspy The Lost Gardens of Apollo. Nieodżałowana i znacząca strata (dla wszystkich poza Ayumi, która na randki w SL chyba nigdy nie chodziła!).


P.s. Dla pierwszej osoby, która poprawnie zidentyfikuje naszego polskiego awatara uwiecznionego w powyższym filmiku, firma Podex funduje nagrodę.

Ps.s. Jeśli ktoś powie mi, gdzie mogę dostać naszyjnik jak ten, który ma Prokofy, Podex funduje nagrodę dodatkową.
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *