piątek, 27 czerwca 2008

"Ciupciać królową" Rolanda Topora w Second Life

Teatr Morfina zaproponował dziś polskim Rezydentom Second Life alternatywę dla oficjalnej, mainstreamowej rozrywki, czyli meczu Hiszpania-Rosja (wynik ponoć 3:0, źródło Lincoln B.). Nie wiem, na ile było to działanie celowe, niemniej dodało uroku wydarzeniu.
Premiera sztuki w czterech aktach na podstawie opowiadania Rolanda Topora pod tytułem Ciupciać królową była, o ile mi wiadomo, pierwszą polską inicjatywą tego typu inworld. Nic też dziwnego, że niektórzy kibice przeżywali lekkie
rozterki, wylogowując się do RL. Przegapić takie wydarzenie to grzech (i tu każdy, kontent z podjętej decyzji, pod "takie wydarzenie" podstawia sobie dowolną czynność wykonywaną przez siebie 26 czerwca między 21:30 a 22:30).
Ja czas ten spędziłam w budynku
Teatru Morfina, który przeszedł sporą metamorfozę od mojej ostatniej i incydentalnej zresztą w nim (jako clubie Morfina bodajże) wizyty. Tym razem dekadencki urok posesji wybitnie przypadł mi do gustu :)


Ale do rzeczy. Sztuka była niedługa. Jak to u Topora. Dla tych, którzy nie znają, wyjaśniam na przykładzie - jak złapałam crasha na podniesieniu kurtyny, to gdy wróciłam, było już po pierwszym akcie. Rozważania na temat tego, czy SL lubi długie czy krótkie formy, zostawię na inną okazję. Ja gustuję w obu :)
Jedna tylko część spektaklu górowała nad pozostałymi pod względem długości, a to zapewne z powodu przyjemności, jaką aktorom sprawiało odgrywanie sceny tytułowego ciupciania królowej. Domysły to rzecz jasna z mojej strony, ale innego wytłumaczenia dla przedłużania serii jęków i westchnień nie widzę. Zrozumiałabym może jeszcze, gdyby ta imitacja stosunku była nieco bardziej przekonująca, ale ona była raczej w wersji tak bardzo soft, że pewnie i na Teen Gridzie by przeszła. Jednym słowem dłużyzna :))). A biorąc pod uwagę, że królowa pod suknią miała spodnie, a nie kawał porządnego, nagiego pikselowego ciała, to scena ciupciania to wręcz obelga dla widza :)

Trzy refleksje kołatają się mi po głowie:
Pierwsza - czy biorąc pod uwagę długość aktów, tak częsta zmiana dekoracji nie jest niepotrzebnym zamieszaniem? Nie siedziałam z zegarkiem w ręku, ale można było odnieść wrażenie, że przerwy były dłuższe niż sama sztuka. (Chociaż przyznam, że sala tronowa była imponująca).
Druga - refleksja ogólna dotycząca tego typu wydarzeń - czy nie można organizować przed spektaklem próby dźwięku? Gdyby każdy z aktorów wcześniej powiedział kilka słów ze sceny, zaoszczędziłoby to widzom technicznego zamieszania w trakcie przedstawienia.
Trzecia refleksja natomiast zawiera się w spontanicznym, ale jakże wymownym komentarzu Ayumi: "Ja nie wiedziałam, że tylu sensownych Polaków jest w SL". Fluralina Melli, Jantarka Balczo, Szerewp Loon, wszyscy aktorzy Teatru Morfina (jak i ci przecież, którzy zajęli miejsca na widowni) pokazali, jaki potencjał niesie ze sobą SL. Inicjatywa Teatru Morfina spadła jak z nieba jako odpowiedź na coraz częstsze głosy krytykujące polską społeczność w Second Life. Nie dość, że wyszli z genialną inicjatywą, której tak bardzo wielu z nas w SL brakowało, to potrafili wytrwać w jej realizacji. Ta premiera sporo znaczy, powinna przywrócić nadzieję niedowiarkom :)
Teatr Morfina zapowiada Makbeta i Romeo i Julię. Oby nie zabrakło im zapału i oby poruszyli tłumy :)

Połamania pikseli!

P.s. Odsyłam do komentarza Mad. Ona potrafi ładniej chwalić niż ja :)
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1