czwartek, 18 czerwca 2009

Der Industrialliebesgarten

Niezależnie od moich mniej czy bardziej ambitnych planów na totalne nicnierobienie, zaraz po rozwaleniu Republiki Jacek zawołał mnie do starej siedziby Podexa w Orache i wielkopańskim, znudzonym kliknięciem odesłał swoje primy do inventory.
Zwyczajnie wiedział, że piaskownicy do zabawy potrzebuję niezależnie od swoich postanowień. I miał rację (grr... nie wierze, że mi to przez palce przeszło). Nie on jeden na szczęście, dlatego bawić się mogę dalej mimo zapełnienia podexowej parceli primami po brzegi. Dywersyfikacja mojego SL. Ale nie o tym miało być, więc do rzeczy.

Mogłabym powiedzieć, że odrobinę się męczę, nie przestawiając primów, ale nie pamiętam, czy tak jest. Dawno nie próbowałam. Budować nie potrafię, ale klockami bawić się uwielbiam. Klawo jest coś robić, bez znaczenia co, cokolwiek. Jeszcze lepiej robi się kilka rzeczy jednocześnie (taka trójpolówka np. jest bardzo zdrowa dla gleby). A już zupełnie najfrykaśniej jest robić rzeczy bezcelowe, dla samego robienia.

Tak właśnie się stało. Bez pośpiechu, bez planu i sensu. Zwyczajnie w wolnych chwilach układałam sobie obiekty. Na koniec wsadziłam nawet moją piękną rurownię, która zabawy klockami jest uosobieniem i kwintesencją (czy przedmiot może być uosobieniem?). I pokochałam ją niezwykle, mimo że Freschi z sobie chyba tylko znanych powodów uznał za stosowne wytknięcie, że z technicznego punktu widzenia moje rury ułożone są bez sensu. Ech...

Beta testerem ogródka była kocica Morri. Testowała, a my patrzyliśmy (zwłaszcza Jacek patrzył). Bo z zapałem i z zaangażowaniem i pięknie testowała. Nie wiem tylko, czy polazła też na testy w krzaki. Zostawiłam tam to, co po zburzeniu podexowego sklepu zostało.

To nie jest sklep, to nie jest klub, to jest po prostu miejsce, które mi się podoba. Inspiracje dla wielu oczywiste. Ale nie są ważne.
Jak będziecie mięli chwilę, zapraszam na kawę.
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *