czwartek, 3 września 2009

Psychologia płycizny

Psychologia płycizny jest tekstem, który dziś w nocy pojawił się na mojej skrzynce mailowej z adnotacją, że do publikacji. Autor - mój ulubiony i jedynie słuszny, czyli Anonim.
Przyjemnej lektury.


Psychologia płycizny


Rozważania na temat psychologii płycizny (shallow psychology) zacząć należy od założenia pierwotnego, żeby potem nie było to, tamto. Teoria niniejsza nie jest teorią stricte filozoficzną, ale psychologiczną do jasnej cholery! Korzysta oczywiście z dorobku filozofii i może być w tym kierunku rozszerzona, ale nie to jest jej celem. Ma ona wyjaśniać podstawowe problemy ludzkiego umysłu, mają ją stosować gimnazjalistki, analizując swoje urojone miłości i specjaliści od human resource w zarządzaniu firmą, a nie brodacze na wydziałach. Jak się ktoś chce bawić w ontologię w oparciu o PP, droga wolna, ale autor nie bierze za to odpowiedzialności, chociaż nie wyklucza, że sam się kiedyś tym zajmie.

A teraz do dzieła!

Istota człowieczego losu i dramatu tkwi w rozdziale dwu elementów – ludzkiej osoby i świata zewnętrznego. Określmy to jako „Ja (J) a Świat (S)”. Nie istnieje nic istotnego poza tą antynomią.

Wynikają z niej trzy podstawowe obiekty myślowe, jako że człowiek jest tak naprawdę maszyną prostą:

1) Ja dla siebie. Kim jestem dla siebie? Co o sobie myślę? Czy kocham siebie? J=>J

2) Świat dla mnie. Co myślę o świecie? W jaki sposób postrzegam innych ludzi? J=>S

3) Ja dla świata. Jak mi się wydaje, co inni o mnie myślą? J(S=>J)

Uważny i spaczony dotychczasową psychologią i filozofią czytelnik może zauważyć, że brakuje tu punktu zawierającego stosunek Świata do Ja. (S=>J). Pytanie o stosunek otoczenia do jednostki jest pytaniem bezsensownym z punktu widzenia przedstawianych tu rozważań. Jednostka nie ma szans poznać i zweryfikować stosunku S=>J, po co więc sobie tym zawracać głowę?

Pytania te pojawiają się w sposób nieświadomy w codziennym życiu, po raz pierwszy jednak zostaja tu przedstawione jako wyraźnie odrębne zagadnienia. Ich użyteczność oraz powszechność przedstawi prosty przyklad.

Jasia pociąga Małgosia. Świadomie lub nie, najczesciej nie, zadaje on sobie pytania:

1) Czy to, co mój umysł odczuwa to miłość?

2) Czy postrzegam Małgosię jako miłą dziewczynę?

3) Czy myślę, że Małgosia mnie kocha?

Zwróćmy tu po raz kolejny uwagę – Jasia nie powinnien interesować zupełnie fakt, czy Małgosia NAPRAWDĘ go kocha, bo i tak debil jeden tego nie sprawdzi. Małgosia może być zwykłą dziwką, która oszukuje go za pieniądze, udając miłość. Możliwe, że Małgosia kocha go naprawdę, ale Jasiowi coś się pomiesza, i uzna ją za ladacznicę.

Symboliczny Jasio, a za nim większość ludzkości zadaje sobie jednak nieweryfikowalne pytanie – jak jest naprawdę? Kocha czy nie? Wróżą sobie wyrywając listki akacji, a i tak chuj im z tego wychodzi.

Pogódźmy się w końcu z tym, że o rzeczywistości poza umysłem nic nie wiadomo, a wszelkie rozważania na ten temat wprowadzają zamieszanie i niepokój, prowadząc do wariatkowa.

Powtórzymy za Kantem – mogę się mylić, czy dana rzecz jest czerwona, ale nie mogę się mylić, że ‘widzę ją jako czerwoną” (zresztą tylko idioci myślą, że barwy istnieją naprawdę).

Ucieczka od obiektywizmu i miłe pogrążenie się we własny umysł sprawia, że pomylić się nie możemy!

Pomyśleć teraz należy, jak wielką część naszych wewnetrznych monologów poświęcamy każdemu z punktów, w jaki sposób wpływają one na nasze życie psychiczne, co sprawia, że rozdział J od S może czasami zaniknąć i czy boskość to zniesienie tego podziału. Ale o tym to już przy innej okazji.


Anonim

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1