wtorek, 1 września 2009

Pulpit dla zwolenników trzeciego "d"

Dostałam ostatnio linka do czegoś idealnego dla tych, dla których najciekawszym aspektem nowych wersji wszelakich systemów operacyjnych jest ich strona graficzna. Nie idzie o skórki, ikonki ani stylizacje na OS, którego chcemy, a którego nie mamy. Nic z tych rzeczy. Tym razem chodzi o głębię osi Z.
Trójwymiarowe pulpity z jakiś tam swoich powodów zawsze sprowadzają się do pudełka. Nie rozumiem dlaczego. To trochę, jakby na pierwszy plan rzucić linie pomocnicze. Jakby założyć, że przestrzeń wygląda najlepiej, gdy jest ograniczona i przycięta.
Ale mniejsza, to margines jedynie.
Zmierzam do tego, że wpisując w wyszukiwarkę słowa kluczowe, bardzo szybko przekonałam się, jak wąskie mam pole manewru. W skrócie mówiąc, wybór mój sprowadzony został do decyzji orzełkowo-reszkowej - życzę sobie spędzać czas wewnątrz czy na zewnątrz pudełeczka?

Wersja zewnętrzna jest do bani, to wiadomo od lat. Wszystkie odmiany a'la Berylowych multi desktopów są może i klawe, i funkcjonalne, ale z 3D to ja bym ich raczej nie mieszała. No chyba, że ktoś ma tak rozwiniętą wyobraźnię, że pisząc maila, potrafi utrzymać gdzieś z tylu głowy ekscytację świadomością przebywania na jednym z boków sześcianu.

Inaczej sprawy się mają, gdy wejść do środka.
Kilka lat temu Sun Microsystems pokazał światu coś, co nazwał Project Looking Glass, a świat bił na ten widok brawo (do gustu światu przypadła zwłaszcza wieść o tym, że będzie sobie mógł odwrócić okienko z filmem i oglądać obraz z odwrotnej strony). A jednak jakoś patrząc na to ich cudo, czułam się tak, jakby włoska mafia zabetonowała mi stopy. Mogę ruszyć obiekt względem mnie, ale nie mogę ruszyć siebie względem obiektu. Irytujące jak diabli.

Znacznie bardziej kuszącym jawiło się to, co zobaczyłam później ('później' było jakieś półtorej roku temu) na TedTalks, czyli faceta wmawiającego ludziom, że bajzel z biurka jest na tyle cenny, żeby warto było przenosić go do komputera.



Rzecz jasna, zapragnęłam BumpTop mieć. Chwilę nawet cierpiałam z powodu niedostępności produktu, aż w końcu klasycznie o nim zapomniałam i pewnie bym sobie nie przypomniała, gdyby nie zeszłotygodniowy link do finalnej wersji zabawki. Zmieniła się nie do poznania. Nie wygląda już jak wnętrze kostki, wygląda jak pokój, w którym każda ze ścian jest osobnym choć nie wykluczającym się wzajemnie pulpitem.



Z mojego punktu widzenia desktopy 3D są całkiem klawym zaciemniaczem treści. Można się nawet przyzwyczaić do niektórych ich elementów i uznać za praktyczne. Chociaż nie ukrywam, że wydają mi się nieprzyjemnie oderwane, gdy trzeba z nich ruszyć się nieco głębiej między pliki. Całość sens by miała tylko będąc spójną i konsekwentną. A przede wszystkim dotykową.
Jak w Kosiarzu Umysłów! o!
(Co nie znaczy, że układanie piramidek z ikonek nie jest pociesznym zabijaczem czasu).

Jako że oczekiwanie niektórych czytelników wobec tego bloga zaczynają równać się tym godnym wiarygodnego i rzeczowego źródła informacji o totalnie i kompletnie wszystkim (co oczywiście odbieram jako komplement i dziękuję serdecznie za pokładaną we mnie wiarę), na wszelki wypadek i żeby dodać sobie odwagi, na koniec poprosiłam o fachową opinię specjalistę.
Oto, co wypluł z siebie na hasło "Desktopy 3D":

Są trójwymiarowe, chcą żeby użytkownik nauczył się kilkunastu dodatkowych skrótów klawiszowych, ale raczej nieobowiązkowo, ponad to cieszą oko przez tydzień, w ekstremalnych przypadkach dwa tygodnie. Są niepraktyczne, gdyż poza samą innowacyjnością nie ma w nich nic, co znacząco ułatwiłoby posługiwanie się komputerem, czy raczej przestrzenią pracy. Jeśli jednak ktoś lubi upiększać swój pulpit, ma zajefajne dodatki typu prognozer pogody wyjebany na pół ekranu, a do tego biegające po ekranie ludziki albo inne jakie kurczaki. Dodatkowe wzbogacenie tego rodzaju efektami pulpitu 3d spowoduje wzmożoną aktywność przysadki, wywołując euforyczne tiki i grymasy twarzy.

Sql
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1