środa, 9 lipca 2008

Wirtualny wyścig zbrojeń - Linden Lab kontra Google

Jeśli ktoś czytuje oficjalny blog Lindenów, wczoraj trafił na nie lada cukiereczka:
This is a historic day for Second Life, and for virtual worlds in general. IBM and Linden Lab have announced that research teams from the two companies successfully teleported avatars from the Second Life Preview Grid into a virtual world running on an OpenSim server, marking the first time an avatar has moved from one virtual world to another. It’s an important first step toward enabling avatars to pass freely between virtual worlds, something we’ve been working toward publicly since the formation of the Architecture Working Group in September 2007.
Nie można było sobie wymarzyć lepszego podsumowania obchodzonych przez dwa tygodnie urodzin Second Life, prawda? Philip Linden urządza sobie sentymentalną wycieczkę do czasów, gdy cały grid był mniejszy niż urodzinowa wyspa, a nowy CEO M Linden wytycza ambitne kierunki rozwoju platformy. Urocze. Przynajmniej tak to widziałam wczoraj :)

Dziś rano informacja o udanym przekroczeniu granicy Second Life nabrała dla mnie nowego znaczenia. A to za sprawą Lively by Google, które, gdy tylko pojawiło się na świecie (czyli też wczoraj), natychmiast zostało okrzyknięte nowym SL. Bo chociaż to wersja beta i wiele jej brakuje do doskonałości (jak twierdzą twórcy, obecna wersja to jedynie 20% finalnego produktu), to nie można zapomnieć, że tym razem to nie kolejna utopijna inicjatywa szalonych biznesmenów z nadmiarem gotówki, tym razem mamy do czynienia z Google...
"Lively - Experience another dimension of the web" jest czymś na kształt prywatnej 3D strony domowej, grafiką przypominającej raczej There niż Second Life.


Oczywiście nie mogłam odmówić sobie przyjemności wypróbowania, jak to nowe cudo działa i mimo że musiałam w tym celu przesiąść się na Windowsa (ani Mac OS ani Linux nie są jeszcze dopuszczone do zabawy), cierpliwie i pełna wyrozumialości wgryzałam się w interfejs, powtarzając jak mantrę "to wersja beta, spokojnie...".

Oto, co mnie spotkało w tym nowym, lepszym świecie.

Zaczynamy jak zawsze, czyli od avatara. Identycznie jak w SL mamy do wyboru kilka gotowców, które mają oddać naszą osobowość. Zerknęłam na żeńskie postacie - dziewczyna z sąsiedztwa, blond laleczka, wyluzowane miejskie dziewczę i mały, pluszowy kotek. Możemy swobodnie zmieniać szablony fryzur, kolor włosów i odcień skóry.


Następnym etapem są przebieranki. Ubrania nie wyglądaja źle, w SL tak wykonanych ciuszków nie znaleźlibyśmy na freebisach, tu są darmowe, choć opcja "shop for more" jednoznacznie daje do zrozumienia, że docelowo nie bedzie to świat darmówek.



Następnym krokiem jest stworzenie własnego trójwymiarowego pokoju. Mamy do wyboru kilka darmowych konstrukcji, których niestety na ten moment nie można w żaden sposób edytować. Nasza siedziba, inaczej niż w SL, nie staje się częścią wirtualnego miasta, ale wisi samotnie w czarnej otchłani, zupełnie jakbyśmy wszyscy przeprowadzili się do skyboksów. Ma to swoje zalety... (/me wzdycha ciężko na myśl o swoich SL sąsiadach), ale takie "oderwanie" od społeczności nie wyda się raczej naturalne rezydentom wiekszości dostępnych do tej pory wirtualnych światów.


Meblowanie nowej przestrzeni nie jest na ten moment specjalną frajdą, ani wielkim wyzwaniem. Mamy do wyboru naprawdę skromną ilość obiektów, każdy w trzech egzemplarzach. Ciężko więc powiedzieć, czy istnieje limit primów :)
Niestety, Lively nie jest jeszcze gotowe na to, żeby użytkownicy przłączyli się do tworzenia contentu. Jeśli ktoś zaliczył w swojej karierze The Sims, teraz poczuje małe deja vu i nie wydaje mi się, żeby to działo na plus googlowej platformy ;)


Gotowy pokój dostaje swój własny URL i pojawia się w Lively'owej wyszukiwarce. Można go także umieścić na swojej stonie www lub blogu, co oczywiście uczyniłam. Ustawiłam swój pokój jako publiczny z pełnymi prawami do budowania dla wszystkich odwiedzających, zapraszam więc to testowania możliwości najnowszego dziecka Google na dywaniku u Uzi :)
Uprzedzam jednak, że trzeba się uodpornić na taki widok:


Nie wiem, w jakim kierunku będzie rozwijać się googlowa platforma. Może połączy się z Google Earth i zmiecie Second Life z cyberpowierzchni Internetu. Może zostanie zabawką nastoletnich blogerów. Ciężko powiedzieć. Jednak Google to Google i lepiej nie lekceważyć.

Na koniec screen z pokoju Linden Lab (nie mam pojęcia, czy oficjalnego :) ). Całkiem tłoczno tam:


I pokój Uzi Boa (a właściwie uziboa) w Lively, zapraszam na herbatke:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1