sobota, 10 października 2009

Facebookowe zabawy


Poklikanie w misje Facebookowych gierek przy porannej kawie nie kosztuje wiele, wiec klikam, pnac się po szczeblach mafijnej kariery. W Nowym Yorku brakuje mi jeszcze tylko dwóch tytułów do szczytu szczytów. Wyszlam z 'Untraceable Cell Phone' kryzysu z pomocą Morri i Ando. Na Kubie miałam lekkie problemy finansowe, ale już przejelam wszystkie nielegalne biznesy, wiec powinno pojsc z górki. W Moskwie dopiero zaczynam szerzyc terror, jeszcze siedzę w rozdziale trzecim czesci pierwszej historii.




W Piratach idzie mi znacznie lepiej, moja grabiaca statki wrogów malpka jest już chyba na osiemnastym poziomie. Do Vampire Wars nigdy serca nie miałam, pewnie przez to, ze pasek postępu nie zmienia koloru. Mała urocza farma nigdy mnie do siebie nie przekonała, mimo intensywnego spamowania w wykonaniu Allstar nie zaoralam ani jednej grzadki. Cafe World wisi sobie bez mojego udziału. Nigdy tam nie byłam, chociaż dostaje powiadomienia o klientach. Podobno dziś Morri zostawiła mi napiwek (dzięki).

Trochę sie wkurzalam, gdy zaczelam dostawac zaproszenia do YoVille. Pewnie przez te awatarki z dużymi glowkami i ufnymi oczetami. Takie zawsze działają mi na nerwy. Ale zapycham w ciasteczkowej fabryce, bo i tak to lepsze niż wymienianie się drinkami czy poduszkowymi ciosami.

Do tego testy na ukryte dewiacje seksualne czy dresiarska ksywke na wypadek, gdyby ktoś nie miał a chciał, rybki, lizaki i ciasteczka z wrozbami.

Niebawem poranna kawa będzie mi trwała do obiadu, nawet jeśli tylko ograniczyć się do kasowania zaproszen.
A jednak tam siedzę i siedzenie to całkiem lubię.
Facebook jest narzędziem idealnym. Cieszysz się tam spokojnie i bez zawirowan upajajacym poczuciem uczestniczenia w życiu towarzyskim bez potrzeby wchodzenia w bezposrednia interakcje z totalnie nikim.
Raj.
. . . .......……

Chcialoby sie niby czasem zajrzec do Second Life, zerknac na awatara, rzucic okiem na nawe miejsca, nowe znajomych pomysły. Prawdę mowiac, nieustannie nosze sie z tym zamiarem.
I nic. Nie ma jakoś moja wola mocy sprawczej. Trochę się nad tym pochylilam, czekając dzis rano na zielone światło na ul. Lipowej i wyszło mi, ze wszystkiemu winne wlasnie te regularnie otrzymywane "[dowolnie wybrany zaprzyjaźnionych kumpel z SL] gave you an Energy Pack in Mafia Wars. Click here and claim your Energy Bonus!"

Jeśli odciąć od Second Life jego, rozgloszony kiedyś za pomocą pociesznej plotki, potencjał do zrewolucjonizowania swiata, nie zostaje wiele ponad zwykła platformę towarzyska. A jak na taka, to za dużo z nią zamieszania. Pogadać wygodniej na Skype, a fatycznie poklepac się po pleckach można na wiele latwiejszych sposobów.
Jak Ando przesle mi prezent w Mafia Wars, to wiem, ze się lubimy (nie szkodzi, ze wysyła dla zdobycia kolejnej plakietki z achievemetow - nigdy nie twierdzilam, ze lubienie ma być bezinteresowne). Jeśli Ayumi skomentuje moje zdjęcie, wiem, ze żyje i czsem myśli o mnie. Gdy Morri opublikuje wyniki psychotestu sprawdzajacego, która dzielnica Szczecina pasuje najlepiej do jej charakteru, czytam i zapewniam sobie wrażenie, ze jestem zainteresowana jej osoba. Siadam w kawiarni, klikam w "F" i oglądam najnowsze zdjęcia kumpla z liceum. Nie rozmawiamy od lat, ale codziennie jesteśmy częścią swojego zycia (genialnie wypadają dzięki temu przypadkowe spotkania na ulicy). Czy to nie cudownie blogie? Naprawdę trzeba czegoś wiecej?

(przepraszam, ze tak nieestetycznie, pózniej poprawie)
Calusy
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *