poniedziałek, 5 października 2009

Wyręczona

Najwyraźniej za mało ostatnio piszę, bo zaczynam być przez niecierpliwych wyręczana. Chwała im rzecz jasna za dobre serce.

W kategorii "stolik doskonały" cynk podesłał Sz. P. Jacek. Znalazł coś całkiem odpowiedniego w którejś tam minucie La Dolce Vita Felliniego. Piękny jest. Właśnie o to idzie.


Zaległości w opowiadaniu bzdur nadrobił za mnie natomiast Margaryna, który niestety błyskotliwie postanowił popełnić blogosferowe samobójstwo. Pozwoliłam sobie zatem podkraść posta drogiego denata, co by moja piękna przypiwna koncepcja życia nie umknęła światu, mimo że w przytoczonej wersji ewidentnie zniekształcona i niezrozumiana!

Dzisiaj poczyniłem rozkminkę na temat możliwości natychmiastowego, mówiąc językiem Nietzschego, przewartościowania wszystkich wartości. Sprawa banalna i poruszana od zawsze, wiadomo że celowi temu sprzyja przede wszystkim całkowita zmiana otoczenia, poza wolą oczywiście. Przeprowadzka do innego miasta, zmiana pracy, przyjaciół, nawyków nawet jeśli bez chęci całkowitej zmiany charakteru, niesie za sobą drastyczne życiowe reperkusje. Gorzej jak nie zmienia się otocznie a pojawia się pomysł przewartościowania. Wtedy nie można liczyć na naturalnego sojusznika i trzeba zmierzyć się ze swoją głową.

Niedawno rozmawiałem w tym temacie z 'Panią Uzi', która ma frywolną teorię nitki życiowej, która od urodzenia wręcz jest już rozciągnięta nie pozostawiając człowiekowi większego wyboru [nie nitki, a struny, oddaje lepiej - przyp. U.B.]. Nie jest to bynajmniej typowy predystynacyjny temat, ponieważ owa nitka to jedynie realizacja pomysłu na życie najlepszego z możliwych dla konkretnej jednostki, zaś człowiek swobodnie może ją puścić i tworzyć coś nowego [tego nie powiedziałam, nie jestem aż taką pesymistką - przyp. U.B.]. Taka droga nie koniecznie jest zła, po prostu nie pozwoli na zrealizowanie tego, co naturalnie jest naszym największym talentem. Biegu nitki do końca nie znamy, ale potrafimy poprzez namysł nad życiem ocenić, że idziemy w niewłaściwym kierunku co pozwala cofnąć się o parę kroków i spróbować zmierzać we właściwą stronę. Namysł i poznawanie tego biegu nawet przez 1000 lat nie daje pewności, że w końcu ogarniemy co jest na samym końcu, dlatego równie prawdopodobne, że będziemy całe życie kręcić się kółko jest jest to, że przy odrobinie szczęścia zaczniemy zmierzać we właściwą stronę.
Myślę że pomysł ten jest analogiczny do Spinozjańskiej koncepcji determinizmu. Podobnie jak u Spinozy tu również istnieje, jak sądzę, założenie że istnieje obiektywna rzeczywistość, która jest w zasadzie niepoznawalna. To że wydaje nam się że w świecie panuję zmienność jest tylko manifestacją tego, że nie posiadamy adekwatnej wiedzy dotyczącej całości. Posiadanie jej zaś pozwoliłoby nam na odkrycie całego deterministycznego mechanizmu jakim jest ta rzeczywistość. Z drugiej strony zakładając że jesteśmy w stanie odchylić się od rozpiętej bez naszej woli nitki pozwala twierdzić, że jednak człowiek posiada możliwości zmiany roztoczonego nad nim fatum [a tam. w wersji optymistycznej mamy najwyżej możliwość strzelenia fatum focha - przyp. U.B.]. Czy jest to nadal konsekwencja braku adekwatnej wiedzy nie dopytałem. Wydaje się że istnienie bądź nie-istnienie obiektywnej rzeczywistości nie stanowi tu większej różnicy. Skoro nie jestem w stanie zdobyć adekwatnej wiedzy na temat struktury rzeczywistości jedyną drogą jest zarzucenie myślenia o jakiejkolwiek wiedzy, emocji czy chęci poznania lub liczenie na szczęśliwy traf. Wyjściem z tego impasu wydaje się być spróbowanie ugryzienia problemu z innej strony. Porzucam więc punkt wyjścia, który nie prowadzi mnie do celu w postaci zdobycia wystarczającej dla moich celów wiedzy.

Ze względu że ontologia to synonim słowa religia oczywiście w myśl deterministycznej teorii wiedzy adekwatnej czynie błąd. Szczęśliwie błąd naturalny, właściwy mojej ludzkiej, nieadekwatnej naturze. Uważam więc, za W. Jamesem i Ch.S. Piercem, że nie istnieje jakikolwiek obiektywizm w czystej postaci, poza obiektywizmem jaki daje praktyka, to, co, bez względu na wypaczenia, w danym środowisku jest uznane za obiektywne. Istnieją czynniki, co do których osiągnięto konsensus, takie jak na przykład zieloność trawy i identyczna szybkość spadania kilograma pierzu i kilograma stali. Konsensus ten ma w zasadzie dwóch sprzymierzeńców - doświadczenie, z którego wywodzimy prawa ogólne (np. grawitacji) i zgoda co do znaczenia określonych słów w używanym przez nas języku. Oczywiście bez problemu możemy przyjąć że istnieje rzeczywistość, która determinuje takie a nie inne użycie języka i takie a nie inne prawa, ale zakładając że nie jesteśmy w stanie jej poznać myślę że możemy spokojnie przyjąć ją za niebyłą. Po prostu istnienie czy nie istnienie takiego bytu nic nie wnosi do sprawy. Do istoty nitki ma się to po prostu tak, że tu również ze względu na niemożliwość poznania jej toru uznaję ją za niebyłą. Bez większego trudu jestem w stanie ocenić, jak moje postępowanie wpływa na mnie i moje otoczenie w perspektywie, co przykre, krótkofalowej. Pocieszające, że z biegiem lat, doświadczeń i autodeterminacji z coraz większą precyzją i horyzontem czasowym potrafię przewidzieć konsekwencje działania, jakkolwiek nigdy nie mając pewności że nie popełniam błędu w swojej ocenie. Uważam ponadto że rzeczywistość jest dość plastyczna, dzięki czemu potrafię, pomijając koszt w postaci mojego wysiłku, na tyle moderować swoimi celami i działaniami by jak najbardziej zbliżać się do ustalonych konsensusów osiągając tym samym spokój w głowie i realizując teorioewolucyjny postulat w postaci jaknajlepszego przystosowania się do warunków środowiskowych.

Przede wszystkim nie uznaje, że istnieje coś takiego jak właściwa droga, ponieważ nie uznaje istnienia obiektywnej rzeczywistości. Wartości jakie doceniam są właściwe mojemu doświadczeniu, skłonnościom oraz środowisku w jakim żyje. Wydaje się, że, przynajmniej hipotetycznie, jestem w stanie przewartościować wszystkie wartości jednym pstryknięciem palca. Pojawia się tu tylko ignorowana do tej pory kwestia kosztu. Czy warto zmienić tak warunki by być doświadczalnie noworodkiem?

Margaryna Palma
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *