Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pikselowi ludzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pikselowi ludzie. Pokaż wszystkie posty

Jak grać w Second Life?

Wszystkim tym, którzy przekonani byli, że Second Life umarło na dobre, przytarto właśnie z lekka noska. Świeżutka strona o Second Life - zyj2razy.blogspot.com - pojawiła się online i ożywiła stygnące ciałka starych rezydentów (z piszącą te słowa włącznie, rzecz jasna). Chóralnie odezwały się gromkie głosy zza grobów, łącząc się we wspólnym westchnieniu "o rany, aż się chce zalogować..." Inicjator projektu, Jacek Shuftan, wyjaśniał na forum secondlife.pl, że strona ma być odpowiedzią na typowe pytania nowo zarejestrowanych użytkowników. I faktycznie, tak też by sugerowały tytuły głównych działów:  Jak grać w Second Life Jak zarobić w Second Life Co można robić w Second Life

Nieświeżo. Tym razem o własności

Minął już ponad miesiąc, odkąd Philip Rosedale ogłosił swoje rozstanie z Linden Lab . No ok, może nie aż tak drastycznie i definitywnie to nazwał, ale przecież wiadomo, że nie po to kieruje się myśli czytelnika w stronę metafory pisklęcia wyfruwającego z gniazda i nie po to ogłasza się odejście z pełnoetatowego nad nim czuwania, żeby wrócić. Na Blogu Second Life zrobiło się na sekundę nieco rzewnie i z lekka sentymentalnie. Głos zabrały co poniektóre gwiazdy i dostojnicy pikselowego światka. Trochę żeby podziękować, trochę pocieszyć, a zazwyczaj po to, żeby się pochwalić. Czyli jak zawsze. Nieistotne. Prawdę mówiąc, i mnie się wtedy nastrój udzielił. Zaczęłam przeglądać stare strony, wczytywać się pominięte wcześniej detale. Subiektywnie patrząc, było warto. Jak na tak nieskładne i bezcelowe klikanie, znalazłam coś całkiem, całkiem urodziwego i zdecydowanie nadającego się na pierwszego posta po dłuższej przerwie - wersję strony Linden Lab sprzed niemal co do dnia dok...

Polska Republika na licencji CC?

Smutne jesienne wieczory zdają się nastrajać niektórych sentymentalnie i chociaż nie mogę powiedzieć, żeby połączenie w jednym zdaniu słów "nuda" i "Polska Republika" budziły mój zachwyt, to pomysł Maxa na zaradzenie temu pierwszemu drugim, owszem. Rozczula. Zdjęcie pożyczone z galerii Maxa "I tak sobie myślę, iż chociaż na OpenSim'ie Republika mogłaby egzystować." - napisał mi Max, a ja sobie pomyślałam w odpowiedzi "właściwie to czemu nie, nawet miło, że mu się chce". Nie jestem pewna, jaki jest zamysł, ale wygląda mi to na coś na kształt muzeum/ nekropolii/ pomnika. Zobaczymy (o ile rekonstruktora zapał nie opuści). Z tego, co widziałam na zdjęciach, alejki już ułożone, a pałac w budowie. Mam tylko nadzieję, że na tamtejszym tronie zasiądzie nie kto inny, jak sam budowniczy. Więcej na blogu Maxa .

Facebookowe zabawy

z bloga http://www.comicsalliance.com/ Poklikanie w misje Facebookowych gierek przy porannej kawie nie kosztuje wiele, wiec klikam, pnac się po szczeblach mafijnej kariery. W Nowym Yorku brakuje mi jeszcze tylko dwóch tytułów do szczytu szczytów. Wyszlam z 'Untraceable Cell Phone' kryzysu z pomocą Morri i Ando. Na Kubie miałam lekkie problemy finansowe, ale już przejelam wszystkie nielegalne biznesy, wiec powinno pojsc z górki. W Moskwie dopiero zaczynam szerzyc terror, jeszcze siedzę w rozdziale trzecim czesci pierwszej historii.

Wrocławska stypa

(oteksturowany Wrocław by Ando Ka.) Wyszło na to, że ludziom się nudzi i brak rozrywek zrekompensować sobie usiłują eventami dramatycznymi. Cena nie gra roli. Cały dorobek cywilizacji, cały personalizm, humanitaryzm, ekumenizm i śluby dla gejów szklag trafia. Byle się działo i byle skapnęła na naszych oczach choćby kropelka krwi. W ten piękny sposób właśnie zostałam uśmiercona. Dziękuję serdecznie za wszelkie wyrazy współczucia, kondolencje i oznaki sympatii. Warto było dać się zabić, żeby poznać swoją wartość. Nie przyszło mi do głowy, że tyle znaczyłam dla tak wielu... (*sigh*... ludożercy pokichani). Kilka dni jeszcze wyjaśniełam i wierzgałam, ale wytłumaczono mi, że to jedynie drgawki pośmiertne. Ostatecznie opadłam z sił i zaakceptowałam agonię. Stypa się odbyła, mimo że Mad nie wywiązała się z obiecanej sałatki. Twała dla najwytrwalszych trzy dni i dwie noce. Co miłe, nie wytykano mi nawet nieświeżości specjalnie. Tylko jeden pan wrócił do tematu mojego zgonu, podarowując mi wie...

Ekskluzywnie niemożliwe

Autorka najlepszego bloga o Second Life - Bettina Tizzy z Not Possible in Real Life zwołała wczoraj spotkanie in-world (uczono mnie, że rozciąganie subiektywnych preferencji na sądy ogólne to kiepski pomysł, ale kichać nauki, i tak zawsze się to robi). Powodem była smutna, acz oczywista prawda, że zbiór rzeczy niemożliwych tylko w RL, a możliwych w SL, jest jedynie podzbiorem tego, co niemożliwe w ogóle. Ale mniejsza o rozczarowania. Od kilkudziesięciu godzin członkostwo w grupie Impossible IRL stało się z lekka elitarne. Elitarne w sposób najbanalniejszy. Nie idzie bowiem o to, żeby zostać zaproszonym na podstawie jakiś tam spełnionych kryteriów, ale o to, żeby zapłacić. I to jak na SL-owe zwyczaje niemało, bo 500 L$. Zmiana została umotywowana mglistymi jak dla mnie argumentami, bo ostatecznie wyszło na to, że zwyczajnym marketingiem snobistycznym. Najzupełniej rozumiem, że ekipa NPIRL poświęca swój cenny czas i że gorliwie wspiera "przymierających głodem" - jak to nazwano...

O spotkaniach sentymentalnie

Trzy komputery, dwa iPhone'y, jeden iPod Touch, dwie duże pizze i trzy butelki coli. Tyle mniej więcej potrzeba do przeniesienia SL do RL. Sprawdziłam to już wielokrotnie. Zawsze się sprawdza. Jasne że można spotkać się na kawie/piwie/czymkolwiek tam i pogawędzić. Tylko wtedy to nic z Second Life wspólnego nie ma. SL-owe spotkania w realu wymagają dostępu do sieci. Bez niej nie sposób wymienić się linkami i primami. Bez niej nie da się podpatrzyć wygodniejszego sposobu robienia tego, co robisz kilka razy dziennie bardziej pokrętną metodą. Nie da się też przesłać LMa, podając jednocześnie ketchup (co wbrew pozorom jest bardzo miłe), ani wezwać na Skype tych, którzy dojechać nie zdołali. Prawdziwe SL-owe spotkanie musi odbywać się z udziałem netu. Inaczej nikt nie mówi o awatarach i nikomu nie chce się logować po powrocie. Nikt też nie czuje potrzeby planowania i wymyślania. Wszyscy nawijają o pogodzie i sytuacji społeczno-ekonomicznej kraju. Zapeszać nie chcę, więc nic nie mówię. Bo...

Ayumi Cassini does Massively

No i tag krzyczący " znam Sqla Miles'a " właśnie abdykował na rzecz nowej mistrzyni SL. Od dziś, aby brylować w towarzystwie, należy znać drugą połówkę duetu - Ayumi Cassini. Jej (opublikowany wczoraj rano) poradnik primowej magii właśnie pojawił się na massively.com . Nie żeby to był pierwszy raz, gdy Ayu zbiera pochwały, ale dumna jestem z niej niezwykle. Wszak Massively to w moich oczach najlepszy i najrzetelniejszy blog o MMO. Gratulacje olbrzymie !

Sklep Szerewpa zwany teatrem

Wprawdzie zaskakująco celną zdaje się być uwaga Sqla, że nie muszę koniecznie krzywdzić się fizycznie za każdym razem, gdy mam ochotę wrócić do Second Life, niemniej jakoś ta sprawdzona metoda zdaje się działać bez zarzutu. Wystarczyło znów się unieruchomić i dzisiejsza premiera w teatrze Szerewpa już mnie nie ominęła (mimo że wieczór niesprzyjający, bo piątkowy). Zlituję się nad światem i nie będę już pisać o obrotowej scenie, ani o tricku z lustrem. Pominę moje żale w związku z zbyt częstymi zmianami dekoracji, które potrafią płynność akcji zatłuc niczym narodowiec kosmopolitę płytą chodnikową. Wszelkie bowiem pochwały i komentarze są już skrupulatnie wypisane u Anulki i Jacka . Ja chciałam jedynie wspomnieć o dwóch nurtujących mnie drobnostkach. Detal pierwszy - Tytułowy sklep z dollarbie'sami był (rzecz - dla tych, którzy widzieli - jasna) magiczny. A ściślej mówiąc, oferował przedmioty o niezwykłych właściwościach. Postacie z obrazu i odbicia lustrzane przejmowały życie swoje...

˙˙˙ɐɹʇsnl ǝıuoɹʇs ɾǝıƃnɹp od lɐpɐu

Obiecałam sobie, że kończę z głupotami. Że rzucam RL i wracam do normalnego życia. Przygotowałam się nawet. Odwołałam wszyskie spotkania, sprawdziłam listę eventów na wieczór, zaopatrzyłam się w duży karton soku. Nic nie mogło mi przeszkodzić. Tego dnia Szerewp miał pokazać nam swój nowy spektakl - Profesora Zazula . A że kocham Ijona Tichego nawet bardziej niż samego Lema, zrelaksowałam się i uspokoiłam. Nie było szans, żeby nie ściągnął mnie z powrotem do Second Life. Nie brałam nawet innej opcji pod uwagę. Najzwyczajniej nie doceniłam przeciwnika. Real okazał się zazdrosnym i zaborczym kochankiem. Nie wiem nawet, jak to się stało. Odwróciłam wzrok od monitora tylko na sekundę przecież... pamiętam jeszcze dźwięk przychodzącego sms-a -> rosyjski stylista do oglądnięcia na granicy polsko-czeskiej (czy tam polsko-tureckiej, jak woli Linka). Potem cisza. Znów wpadłam w RL-wy ciąg... Ocknęłam się dwie doby później na stole zabiegowym krakowskiego pogotowia. Znowu... ech. Słabość mojej ...

Zakończenie roku akademickiego w AE - druga edycja

Jak i w zeszłym roku , tak i w tym - profesor Sid zwołał swoich pilnych studentów do RL. Podobnie też jak rok temu wpisy do indeksów dawane były na (niestety mokrym od piwa) stoliku w krakowskim klubie Folia , którego nieukończoną kopię można podglądnąć w piwnicy pikselowej siedziby Supremum (znalazłam nawet lekko nieaktualny plakat przed wejściem na powierzchni). Cóż, nie będę ukrywać, że było ciekawie. Nawet nie silę się na streszczanie, nie ogarnęłabym tego. Zaznaczę tylko, że wreszcie pojęłam znaczenie motta Academii Electronici. "Człowiek jest jeden, a światy są dwa" odnosi się nie do opozycji RL - SL, a raczej wizji świata Sideya i Zbysia, ownera Second Poland. Idealizm vs. pragmatyzm - aż nie mogę się zdecydować, przy którym postawić przymiotnik 'bolesny'. Przeuroczy był to bój. Kibicowałam obu stronom (niech taka będzie wersja oficjalna, żeby Sid mi znów nie musiał złośliwości i przekory wytykać), zwłaszcza że na deser było przygotowane wspólnymi siłami spagh...

Der Industrialliebesgarten

Niezależnie od moich mniej czy bardziej ambitnych planów na totalne nicnierobienie, zaraz po rozwaleniu Republiki Jacek zawołał mnie do starej siedziby Podexa w Orache i wielkopańskim, znudzonym kliknięciem odesłał swoje primy do inventory. Zwyczajnie wiedział, że piaskownicy do zabawy potrzebuję niezależnie od swoich postanowień. I miał rację (grr... nie wierze, że mi to przez palce przeszło). Nie on jeden na szczęście, dlatego bawić się mogę dalej mimo zapełnienia podexowej parceli primami po brzegi. Dywersyfikacja mojego SL. Ale nie o tym miało być, więc do rzeczy. Mogłabym powiedzieć, że odrobinę się męczę, nie przestawiając primów, ale nie pamiętam, czy tak jest. Dawno nie próbowałam. Budować nie potrafię, ale klockami bawić się uwielbiam. Klawo jest coś robić, bez znaczenia co, cokolwiek. Jeszcze lepiej robi się kilka rzeczy jednocześnie (taka trójpolówka np. jest bardzo zdrowa dla gleby). A już zupełnie najfrykaśniej jest robić rzeczy bezcelowe, dla samego robienia . Tak właśn...

Museuming, czyli Noc Muzeów 2009

(Zamek i arboretum w Kórniku; fot. by J. Shuftan) Nie wiem na ile zdajecie sobie z tego sprawę (bo swobodnie można funkcjonować bez tej wiedzy), ale niezależnie, gdzie byliście w ten weekend, mieliście okazję przegapić/wziąć udział w dosyć uroczej corocznej zabawie w clubbing muzealny. Zgodnie z ideą bowiem wszystkie sensowne przybytki zbierająco-konserwujące w okolicy były dostępne do zwiedzania za darmo w nocy z soboty na niedzielę. (Zoo też zaliczyliśmy sobie do muzeów; fot. by J. Shuftan) Cóż, patrząc na te tłumy ustawione w kolejce do drzwi, zachwycając się absurdalnością całego zamieszania (w poniedziałki wstępy też są za free, a jakoś nie trzeba wtedy spędzać godzin na szukaniu miejsca parkingowego), zrozumiałam w lot, że ja też muszę. Skrzyknęłam chłopaków - nie ma przecież dobrej imprezy bez dobrej ekipy - i chwile później, w obowiązkowych czarnych golfach pseudointelektualistów, niedbałym krokiem dekadentów sunęliśmy przez Poznań, dzierżąc w dłoniach po parze najprzedniejszyc...

Bohema

(fotka by Linka) "Zrobimy z Ando miejsce, w którym będzie nam się wszystkim chciało być" rzekła Morri. I jak postanowili, tak uczynili. Wczoraj wieczorem słowo oficjalnie stało się ciałem. Długo czekaliśmy, ale było warto. Budowa rozpoczęła się kilka miesięcy temu, jeszcze w Republice, nic więc dziwnego, że już na starcie czułam się związana. Chociaż to i tak ma znikome znaczenie. Bohema ma bowiem w sobie ten specyficzny, niesamowicie ciepły i dekadencki zarazem klimat, który nie pozwala nie czuć się tam jak w domu. Są w Second Life parcele, całe wyspy nawet, na których budynki i meble wydają się mieć funkcję tak skrajnie użytkową, że wręcz sprawiają wrażenie jedynie zarysowanych szkicowo. Umowne, schematyczne znaki odsyłające nas do drzwi, obrazu na ścianie, krzesła i okna. Niby ok, niby ważne co i z kim, a nie w jakiej scenerii. A jednak... W Bohemie chce się być, bo w Bohemie czuć przestrzeń. "It takes immersion", żeby zrobić coś takiego. Morri i Ando potrafią sp...

Po prostu ładne miejsce

(fotka by Linka Demina) Ten post nie jest o niczym konkretnym, jest jedynie rozbudowanym landmarkiem. Linka dojrzała (nie wiem, czy mentalnie, ale na pewno technicznie) do zwiedzania Second Life. Jest wprawdzie jeszcze na etapie szukania "po prostu ładnego", ale może jej przejdzie, jak się jej znudzi. Nie będę się rozwodzić, skoro nie taki był zamiar. Uwaga drobna moja sprowadza się jedynie do wspomnienia o rozbawieniu tym banałem wszystkim znanym, że obiektywna rzeczywistość nawet w SL jest poza naszym zasięgiem (nie mam pojęcia, dlaczego napisałam "nawet w SL"...). Piękny sim - z tym zgodzili się wszyscy, tyle tylko, że jak zobaczyłam foty, zwątpiłam w to, że byliśmy w tym samym miejscu. I nie chodzi mi tylko o różnice w klasie naszych kart graficznych. Wklejam widzenie moje i Linki. Ewidentnie co innego chciałyśmy wyostrzyć. Do Agnieszki i Koniego daje linki. Żałuję jedynie, że Ennio nie zrobił screena, z tego, co mówił, dla niego było tam jeszcze inaczej. Ocz...

Pikselowy noob - Prolegomena do Apokalipsy

Znacie go wszyscy. Primowy noob. Jak napisał w swoim najnowszym - a już wiekopomnym - dziele nasz pikselowy, niezmiennie budzący (samo)zachwyt wieszcz: "Po chwili moje czujne oko zwiadowcy wyłowiło pierwszego tubylca, który - jak przystało na człowieka dzikiego - nosił sandały i T- Shirt." [J. Shuftan, Z kamerą wśród awatarów ] Mimo (a może właśnie dlatego) że nowi Rezydenci już tak nie wyglądają, poczciwy chłopaczyna o plastelinowych włosach stał się symbolem awatara. Nowo narodzony dla nowego świata. Niepozorny, równy innym. Pusta kartka z wielkim potencjałem. Ha! Jego full perm pikselowa wersja zalała jakiś czas temu Second Life. Co rusz trafić można na coraz bardziej pomysłowe sposoby wykorzystania nieszczęśnika. Od tablicy ogłoszeniowej po pana do towarzystwa - inwencja nieograniczona. Poniżej kilka moich ulubionych fotek pikselowego nooba. Jakoś nie mogłam się powstrzymać, żeby nie powklejać . (fotka by Rupert Hartshon) I jeszcze pilot serialu z drogim noobem w roli głó...

Sql Miles przejmuje władzę w Second Life

Głosowanie zakończone, wyniki ogłoszone . Panie i Panowie, zwycięzcą First Annual Resident Choice Awards w kategorii Favorite Scripter został... [werble] Pan Sql Miles! Gratulujemy nagrodzonemu i jego rodzinie. (post krótki, dłuższy będzie z relacją z imprezy, która z tej okazji Sql - jako przyzwoity człowiek mam nadzieję - nam urządzi)

VIM - Very Important Mentor

Czas jakiś temu koleżanka moja droga a pikselowa padła odrobinę powalona urokiem osobistym pewnego Lindena. Wszystko byłoby miło i klawo, gdyby nie drobiazg. Jej nowy przyjaciel przy każdej okazji wykładał jej podstawy programowe miłości bliźniego i co pojawiał się online, ona zamierała świadoma tego, że znów przyjdzie się jej zmierzyć z powracającym jak bumerang "dołączyłaś już do grupy mentorów?" Zebrała się więc w sobie i poszła. Okazało się być bezboleśnie i miło (za wytrwanie na całości szkolenia można było w nagrodę pacnąć Lindena ciastem w gębę). W praktyce co jakiś czas wołali na grupie kogoś, kto podpisałby się pod tytułem "Polish speaking mentor", ona biegła, wracała i było git. Wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Teraz powinny rozlec się smutne dźwięki elfickiej piosenki i śliczna córka brzydala z Aerosmith winna wyszeptać zmysłowo "I amar prestar aen. Han mathon ne nen. Han mathon ne chae. A han noston ned 'wilith..." [The world is changed. I...

Uroczyste Rozwalenie Republiki

Jakoś w ostatnim tygodniu lipca dowiedzieliśmy się, że SL'ang pokryje koszty wynajmu wyspy na czas budowy, ale musimy się uwinąć przed końcem miesiąca. Morrigan rzuciła się do zmagań z megaprimami-puzzlami, które później miały stać się płytą Rynku, Jacek i Lincoln zaczęli na dobre wyzywać się od socjalistów, wyszarpując sobie nawzajem ostatnie paragrafy Małej Konstytucji, a ja kończyłam akurat ustawianie w oknach kamienic tekstur i przezroczystości według wytycznych Ayumi, która nic a nic się nie odzywała, bo wydłubywała z brzydkich primów 'polską' fontannę. Właśnie wtedy stojący na Rynku i skrobiący coś sobie po swojemu w skryptach Sql, przemówił: "Uzi, później to wszystko rozwalimy, dobra? Na koniec. Obiecaj." (czy jakoś tak, bo straciłam pliki z logami przy ostatnim formatowaniu dysku). Tak też się stało. Osiem miesięcy później wysadziliśmy w powietrze nasze dzieło. Dokładnie w takim samym składzie, w jakim go budowaliśmy. Wszystko było, jak zawsze. Sql napisał...
Copyright © Plateau Project by Uzi Boa
Design out of the FlyBird's Box.