Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trochę mniej immersjonistycznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trochę mniej immersjonistycznie. Pokaż wszystkie posty

Solisko - tam i z powrotem.

Powiedziałabym, że dziś nie na temat, ale zdaje się, ten blog nie ma tematu. Kolejny film drogi mojej produkcji. Tym razem - tam i z powrotem. Potwierdza się tu prawda powszechna, że z powrotem zawsze wydaje się jakoś szybciej. Szczyrk Solisko. Gdybyście mięli takie koło domu, też byście byli lokalnymi patriotami. Za brzydkie słowa w piosenkach przepraszam, to Morri kazała mi tego słuchać.

Avatar Jamesa Camerona

Jeszcze przed premierą Avatar okrzyknięty został przełomem w historii kinematografii na miarę wprowadzenia dźwięku i koloru. Nie ukrywam, że zgorzkniały sceptycyzm w stosunku do obiecanek (zwłaszcza technologicznych) rośnie mi w zastraszającym tempie, świadcząc jednoznacznie o mojej starości, niemniej organizm broniąc się przed świątecznym przejedzeniem, żeby nie nazwać tego po imieniu przeżarciem, wygonił mnie resztką sił od stołu i pognał w ciemną noc, zapędzając ostatecznie do jedynego dostępnego w pierwszy dzień świąt przybytku - kina. Przyznaję, ciekawa byłam efektów, bo reżyserowi od czasu Titanica  zdecydowanie nie ufam.

Tadam!

Wymieniłam w końcu matrycę w moim laptopie, upgrade'owałam system operacyjny do Leoparda, zmieniłam taryfę telefoniczną i stworzyłam własną templatkę do bloggera. Nawet ząb mądrości przebił mi się na świat, mimo że dentysta zapewniał, że w moim ciele nie ma na niego miejsca. Ewidentnie mierzę się z przełomowym momentem życia... Tiaaa...

Wrocławska stypa

(oteksturowany Wrocław by Ando Ka.) Wyszło na to, że ludziom się nudzi i brak rozrywek zrekompensować sobie usiłują eventami dramatycznymi. Cena nie gra roli. Cały dorobek cywilizacji, cały personalizm, humanitaryzm, ekumenizm i śluby dla gejów szklag trafia. Byle się działo i byle skapnęła na naszych oczach choćby kropelka krwi. W ten piękny sposób właśnie zostałam uśmiercona. Dziękuję serdecznie za wszelkie wyrazy współczucia, kondolencje i oznaki sympatii. Warto było dać się zabić, żeby poznać swoją wartość. Nie przyszło mi do głowy, że tyle znaczyłam dla tak wielu... (*sigh*... ludożercy pokichani). Kilka dni jeszcze wyjaśniełam i wierzgałam, ale wytłumaczono mi, że to jedynie drgawki pośmiertne. Ostatecznie opadłam z sił i zaakceptowałam agonię. Stypa się odbyła, mimo że Mad nie wywiązała się z obiecanej sałatki. Twała dla najwytrwalszych trzy dni i dwie noce. Co miłe, nie wytykano mi nawet nieświeżości specjalnie. Tylko jeden pan wrócił do tematu mojego zgonu, podarowując mi wie...

Tip of the week - Ostrawa

(Witkowice, walcownia ) Tak tylko w biegu i na szybko - jeśli ktoś ma dłuższy weekend (nie wiem, czy wszyscy mają wolny piątek) i żadnych planów, ni pomysłów, warto zerknąć lekko za południową granicę. 40 km od Cieszyna (też prześlicznego) leży czeska Ostrawa. Miasto niegdyś o uroku i czarze Dąbrowy Górniczej (kiedyś koniecznie muszę klepnąć posta o tamtejszej fontannie - jest tego warta), dziś aplikuje porządną dawkę błogości i wakacyjności prosto w krwiobieg już jakieś 5 minut po wylądowaniu. Zwłaszcza w weekendy, gdy autochtoni znikają z ulic, by schronić się w czeluściach supermarketu/stadionu FC Banik/naturalnego, a wielkiego kąpieliska tuż za ścisłym centrum. (Witkowice, różności ) Ostawiacy wymyślili, że skoro przyszło im pozamykać kopalnie, zrobią z nich atrakcję turystyczną. Nie wyszło im to kiepsko. Pojechałam tam w zeszłym tygodniu, właśnie w celu oswojenia się z konstrukcjami industrialnymi, w związku z moją kiełkującą pasją do urban climbing (czytaj, zgłosiłam się na ocho...

O spotkaniach sentymentalnie

Trzy komputery, dwa iPhone'y, jeden iPod Touch, dwie duże pizze i trzy butelki coli. Tyle mniej więcej potrzeba do przeniesienia SL do RL. Sprawdziłam to już wielokrotnie. Zawsze się sprawdza. Jasne że można spotkać się na kawie/piwie/czymkolwiek tam i pogawędzić. Tylko wtedy to nic z Second Life wspólnego nie ma. SL-owe spotkania w realu wymagają dostępu do sieci. Bez niej nie sposób wymienić się linkami i primami. Bez niej nie da się podpatrzyć wygodniejszego sposobu robienia tego, co robisz kilka razy dziennie bardziej pokrętną metodą. Nie da się też przesłać LMa, podając jednocześnie ketchup (co wbrew pozorom jest bardzo miłe), ani wezwać na Skype tych, którzy dojechać nie zdołali. Prawdziwe SL-owe spotkanie musi odbywać się z udziałem netu. Inaczej nikt nie mówi o awatarach i nikomu nie chce się logować po powrocie. Nikt też nie czuje potrzeby planowania i wymyślania. Wszyscy nawijają o pogodzie i sytuacji społeczno-ekonomicznej kraju. Zapeszać nie chcę, więc nic nie mówię. Bo...

...

"Jak nie widzisz mojej twarzy levinasowskiej, to się bujaj, znacz żes zła jest" - usłyszałam dziś wieczorem i uznałam to natychmiast za najbardziej urokliwą wariację na temat potocznego "fuck off", jaka kiedykolwiek została rzucona w moją stronę. Szaleństwo widać modne w tym sezonie. Albo coś nie tak z ludźmi w okolicy. Szukam nowych przyjaciół.

˙˙˙ɐɹʇsnl ǝıuoɹʇs ɾǝıƃnɹp od lɐpɐu

Obiecałam sobie, że kończę z głupotami. Że rzucam RL i wracam do normalnego życia. Przygotowałam się nawet. Odwołałam wszyskie spotkania, sprawdziłam listę eventów na wieczór, zaopatrzyłam się w duży karton soku. Nic nie mogło mi przeszkodzić. Tego dnia Szerewp miał pokazać nam swój nowy spektakl - Profesora Zazula . A że kocham Ijona Tichego nawet bardziej niż samego Lema, zrelaksowałam się i uspokoiłam. Nie było szans, żeby nie ściągnął mnie z powrotem do Second Life. Nie brałam nawet innej opcji pod uwagę. Najzwyczajniej nie doceniłam przeciwnika. Real okazał się zazdrosnym i zaborczym kochankiem. Nie wiem nawet, jak to się stało. Odwróciłam wzrok od monitora tylko na sekundę przecież... pamiętam jeszcze dźwięk przychodzącego sms-a -> rosyjski stylista do oglądnięcia na granicy polsko-czeskiej (czy tam polsko-tureckiej, jak woli Linka). Potem cisza. Znów wpadłam w RL-wy ciąg... Ocknęłam się dwie doby później na stole zabiegowym krakowskiego pogotowia. Znowu... ech. Słabość mojej ...

Kapitan Hussen

Kapitan Hussen w tym roku skończy 26 lat. Ma nadzieję w ciągu najbliższych kilku miesięcy uzbierać brakującą resztę z 30 000 funtów egipskich, które obiecał zapłacić wujkowi za rękę jego córki. Kapitan Hussen ma łódkę. Zabierze cię nią wszędzie, gdzie tylko chcesz, pokaże, co tylko sobie zamarzysz. Ale targować się nie potrafi. Cenę negocjuje jego brat, Hussen jest za miły, Hussen tylko pływa. Kapitan ma dyplom ukończenia szkoły średniej, ale dalej uczyć się nie chciał. „Nil i łódka są najlepszym uniwersytetem” - śmieje się głośno, szczerząc świecące bielą zęby. Kapitan Hussen wyjechał kiedyś do kurortu nad Morzem Czerwonym i nosił turystom ręczniki na plażę. Podobało mu się, ale po roku wrócił. Tęsknił za Nilem. Nauczył się w tym czasie trochę polskiego, rosyjskiego, niemieckiego i francuskiego. Angielski zna bardzo dobrze. Podłapał podsłuchując native'ów, których woził po rzece. Kapitan jest Nubijczykiem, ale używa tylko arabskiego. „Nubijskiego nie pamięta już nikt z nowej wiosk...

A jednak da się zrobić Egipt na własną rękę!

Ha! Wyszło na to, że strach lekliwych i mnie przeraził. Jak zawsze niepotrzebnie. Egipt nie taki straszny, jak go malują. Wyczołgałam się ze statku w turystycznym porcie w Luksorze i zaledwie po 20 minutach i z pomocą tylko trzech przyjaciół udało mi się wynegocjować taksówkę do centrum w przyzwoitej cenie. Pan był miły bardzo. Zawiózł, odwiózł a w międzyczasie pomogł w znalezieniu kilku punktów strategicznych (czytaj, sklepu z podrabianą whisky) i próbował opchnąć gram haszyszu w cenie wywoławczej 12 PLN (az strach pomyslec po ile to tu naprawde chodzi). Ostatni klimatyzowany głęboki wdech i zanurkowaliśmy w sam środek głebin egipskiego targu. Akurat tak się złożyło, że nasza czwórka była jedynymi Europejczykami w zasięgu wzroku, dzięki czemu mięliśmy przyjemność zaliczyć intensywny kurs lokalnej gościności. Dowiedzieliśmy się przeróźnych ciekawostek, o których nie było na Wiki. Na przykład tego, że jak kobieta jest stosunkowo szczelnie zakudana, wołają za nią “blue eyes, blue eyes.....

Nil

Kolosy Memnona, Zachodnie Teby zwane Luxorem Miałam pojechać na wakacje, tak więc zrobiłam. Miałam wybrać kraje nadbałtyckie, ale się rozmyśliłam. Prawdę mَwiąc, czerwcowy długi weekend we Lwowie rozwiał moje ostatnie nadzieje. Czas się przyznać, europejskie miasta zlewają mi się w jedną rozmemłaną papkę, w ktorej fakt, można wyodrębnić jakieś konkretne obiekty - jakieś budapesztańskie parlamenty, londyńskie mosty czy praskie katedry - ale zdają się być wszystkie połączone siecią identycznych uliczek z identycznymi kawiarniami powsadzanymi w identyczne kamienice. Jeśli nie Europa, to też i nie kolej (nie tylko dlatego, że mَj ukochany InterRail Global Pass działa tylko na naszym kontynencie, ale i trochę dlatego, że jak już zmieniać plany to po całości). Nikt nie ma mocy zdolnej namَwić mnie na urlop stacjonarny, podobnie jak żadna siła nie zaciągnie mnie na autokarową objazdَwkę. Czarterowanie samolotَw na własną rękę jest niestety poza moim zasięgiem, został zatem tylko statek. A że...

Back to reality

Przez ostatnie dni tak sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, odfajkowywałam questy, zabijałam potwory i levelowałam ku uciesze własnej i producenta Age of Conan. I gdy już przedarłam się do poziomu czterdziestego, który mi się jawił jako wymarzona kraina dorosłości (wreszcie mogę dostać prawko na kobyłkę i zacząć pobieranie nauk u któregoś z mistrzów cechowych - swoją drogą, wybiorę chyba jubilera, żeby odbić sobie brak umiejętności tworzenia biżuterii w SL), zadzwonił telefon. Odebrałam jedną ręką, drugą trzaskając Rozjuszoną Bestię Ciemności - "Dzień dobry, Urząd Skarbowy". He.... Zawsze byłam zdania. że nie ma na świecie lepszego RPGa niż budżetówka. Świetnie się bawiłam (nie wspominając już o tym, że podreperowałam kondycję, biegając tam i z powrotem od pokoju 316 do 235, okienka z formularzami i dziennika podawczego na parterze). Tak czy owak, ten telefon wyrwał mnie z letniego zawieszenia i przywrócił do mojej normy. Znów siedzę w kawiarni, piję latte i pisze posta. Wszys...

Zakończenie roku akademickiego w AE - druga edycja

Jak i w zeszłym roku , tak i w tym - profesor Sid zwołał swoich pilnych studentów do RL. Podobnie też jak rok temu wpisy do indeksów dawane były na (niestety mokrym od piwa) stoliku w krakowskim klubie Folia , którego nieukończoną kopię można podglądnąć w piwnicy pikselowej siedziby Supremum (znalazłam nawet lekko nieaktualny plakat przed wejściem na powierzchni). Cóż, nie będę ukrywać, że było ciekawie. Nawet nie silę się na streszczanie, nie ogarnęłabym tego. Zaznaczę tylko, że wreszcie pojęłam znaczenie motta Academii Electronici. "Człowiek jest jeden, a światy są dwa" odnosi się nie do opozycji RL - SL, a raczej wizji świata Sideya i Zbysia, ownera Second Poland. Idealizm vs. pragmatyzm - aż nie mogę się zdecydować, przy którym postawić przymiotnik 'bolesny'. Przeuroczy był to bój. Kibicowałam obu stronom (niech taka będzie wersja oficjalna, żeby Sid mi znów nie musiał złośliwości i przekory wytykać), zwłaszcza że na deser było przygotowane wspólnymi siłami spagh...

Szybka notatka z pociągu relacji Warszawa-Katowice

- Taka pogoda to zapowiada tylko burzę. - Tak, tak. Człowiek nie jest w stanie przewidzieć. - W dzisiejszych czasach każda burza to może napsocić nielekko... - Tak, tak... Pogawędkowa, pociągowa porcja adrenaliny niezbędna do zachowania równowagi psychicznej. Strach. Trzeba się bać, bo inaczej można oszaleć. Choroba wściekłych krów, świńska grypa i Bin Laden utrzymują nas w równowadze psychicznej. Im wyższy poziom życia, tym więcej absurdalnych lęków. W obecnych warunkach głupio trochę nie sypiać nocami z powodu głodu, pomoru czy wojny w naszym ogródku. Mimo wszystko nadal nieco wstyd konać przez skaczące ceny Euro, lepszy samochów sąsiada i za drogie szpilki z nowej kolekcji Prady. Trzeba czegoś mocniejszego. Z braku konkretów, najlepiej czegoś nieuchwytnego, nienamacalnego. Takie trudniej ustrzelić, dłużej pociągnie. (Dzięki Bogu mamy Google. Jak już zupełnie nie będzie czego się bać, to zawsze zostają nam śledzące każdy nasz krok, śliniące się nad naszymi danymi osobowymi i mailami...

Jeść...

Świat nie ma wartości odżywczych. Puste kalorie zagłuszaczy nie nasycają. Napychamy sobie żołądki, a i tak umieramy z głodu. Przy odrobinie szczęścia padniemy nieświadomi przyczyny. Klawo. Można by jeszcze spróbować zjeść człowieka. To ma jakiś tam potencjał (zaczynam poważnie rozważać przyłączenie się do któregoś z kościołów chrześcijańskich). Nie wiem tylko, czy się da. Można krążyć wokół. Miesiącami. Latami nawet, jeśli danie pachnie kusząco. I ślinić się. Bezustannie konsumować w wyobraźni, ekscytując się perspektywą uczty. Można nawet pokochać swój posiłek. Wyidealizować go, odczłowieczyć (albo uczłowieczyć właśnie). Pokochać kobietę/mężczyznę nie jako kobietę/mężczyznę, ale jako istotę, która da nam życie. Przedłuży je przynajmniej. Czy można chcieć większego daru? Trzeba jednak nie lada odwagi, żeby zasiąść do stołu. Rzucisz się po pierwszy kęs i najpewniej twarz rozpłaszczy ci się na szybie sklepowej wystawy. Albo jeszcze gorzej – szynka okaże się napompowana wodą, a winogrona ...

Leopolis chaos

J ako że żegnam się (oby na długo) ze wschodnią stroną Wisły - niech dobry Pan ma ją w swojej opiece - złapałam ostatnią okazję do przekroczenia granicy UE w miejscu, w którym jeszcze tego nie robiłam i zerkniecia na lwie miasto. Ostatecznie to tylko 200 km, glupio nie podskoczyć. Zadośćuczyniłam więc swojej zachciance i raźno ruszyłam na dworzec. Przyznaję, że dobre kilka minut zajęło mi podjęcie ryzyka wpakowania się na pokład wehikułu imitujacego autokar, ale ostatecznie wsiadłam i zabaralam sie do studiowania pochwyconego z księgarni po drodze przewodnika. "We Lwowie nie ma wprawdzie hiermarketow... [spoko, studiowałam w Lublinie, takie rzeczy mi nie straszne] ale od niedawna coraz więcej lokali i sklepów akceptuje karty płatnicze" [emm... ok...]. "Przydatne wyrażenia: dzień dobry, dziękuję, jak dojść do..., jestem niewinny" acha... belgradzki flashback? Nie było źle. W zabookowanym miejscu noclegowym woda (nie dość że w ogóle woda, to do tego nawet ciepła) była...

Second Life's a drag!

Robi się wakacyjnie. Nie chce się już jakoś siedzieć przy komputerze (co nie znaczy oczywiście, że nie można go zabrać ze sobą). Duża latte z croissantem na porannym słoneczku wróciła do łask. Niewiele martwi i niewiele smuci, gdy można wyjść z domu bez zakładania kurtki. RL pięknieje i pobudza wyobraźnię to za sprawą czerwonych koszulek, a to perspektyw na rychłą zmianę miejsca zamieszkania (czy w moim przypadku lepiej powiedziec - przebywania). Zaczyna mi się chcieć zabaw i tańców, a'la ibizowych plaż w Novalji, słonego żółtego sera i słodkiego czerwonego wina . Zanim jednak dostanę, co lubię, trzeba jakoś zacząć, żeby się w klimat wprowadzić. Na pierwszy ogień poszła Tektura . W sobotnią noc zapłonęła wdziękami kwintesencji zabawy - drag queens i o dziwo ściągnęła trochę głodnych wrażeń widzów, mimo że w tym samym momencie w innej części miasta biblioteka publiczna kusiła ofertą zwiedzania czytelni. Bawiłam się przednio. Aż żal się zrobiło na myśl, że to tylko jednorazowe. Pobie...

Czasopryzmat

Studenci kulturoznawstwa z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, nudzić się przed sesją muszą niezwykle najpewniej, bo przyszło im na myśl, żeby porozmawiać o Second Life. Umówili się na dzień i godzinę i zaprosili sobie Rafała (aka Raf Aya) - ich uczelnianą wtyczkę in-world , żeby im powiedział, jak zarobić kasę w SL, gdzie dostać dobre ciuchy i jak działają sexkulki. Raf lubi towarzystwo, więc sprowadził jeszcze mnie i bohaterkę wieczoru - jego idealnie zaplanowaną, wykonaną i odczytaną mind mapę z treścią wystąpienia. Mind mapowanie owładnęło jego umysłem, dopisuje, kasuje, zwija, rozwija, zachwyca się rozłożystymi strukturami swoich myśli. Przyznam, że piękny to widok. Zobowiązałam się zatem spróbować i podjąć się eksperymentalnie mapowania mojego umysłu. Jak wyjdzie mi coś ładnego, to Wam pokaże (może zrobić taki cykl obrazów i wywiesić w jakiejś galerii...?). Sam panel dyskusyjny był z mojego punktu widzenia rewelacyjny. Raf odwalił brudną robotę (przerysowywał swoją mind mapę n...

Jak długo przetrwałbyś przykuty łańcuchem do piętrowego łóżka z welociraptorem?

I could survive for 51 seconds chained to a bunk bed with a velociraptor Morrigan: "może to uświadomi ludzi, że należy trenować samoobronę"

Museuming, czyli Noc Muzeów 2009

(Zamek i arboretum w Kórniku; fot. by J. Shuftan) Nie wiem na ile zdajecie sobie z tego sprawę (bo swobodnie można funkcjonować bez tej wiedzy), ale niezależnie, gdzie byliście w ten weekend, mieliście okazję przegapić/wziąć udział w dosyć uroczej corocznej zabawie w clubbing muzealny. Zgodnie z ideą bowiem wszystkie sensowne przybytki zbierająco-konserwujące w okolicy były dostępne do zwiedzania za darmo w nocy z soboty na niedzielę. (Zoo też zaliczyliśmy sobie do muzeów; fot. by J. Shuftan) Cóż, patrząc na te tłumy ustawione w kolejce do drzwi, zachwycając się absurdalnością całego zamieszania (w poniedziałki wstępy też są za free, a jakoś nie trzeba wtedy spędzać godzin na szukaniu miejsca parkingowego), zrozumiałam w lot, że ja też muszę. Skrzyknęłam chłopaków - nie ma przecież dobrej imprezy bez dobrej ekipy - i chwile później, w obowiązkowych czarnych golfach pseudointelektualistów, niedbałym krokiem dekadentów sunęliśmy przez Poznań, dzierżąc w dłoniach po parze najprzedniejszyc...
Copyright © Plateau Project by Uzi Boa
Design out of the FlyBird's Box.