środa, 20 sierpnia 2008

To miała być wycieczka na targ chiński...

"Uzi, a może pójdziemy kupić trochę śmieci, które nie będą nam potrzebne już 5 minut później?" Zagłuszanie weldschmertzu zakupami? Właściwie czemu nie? Zawsze to zdrowiej niż czekoladą. "No to wpisujesz jakiś 'Pekin' czy coś i dajemy".
I daliśmy, tylko los nam nie sprzyjał. Wszystko piękne i drogie, ani śladu po chińskich straganach. Jak tu oddać się szaleństwu, jeśli każdy prim stoi po 1800L$.
Przeszukałam inventory w nadziei, że coś mi zostało po wcześniejszych wojażach i znalazłam! Piękny folder o finezyjnej nazwie "chinskie sklepy" pełen nieaktualnych LMów... Już mieliśmy się poddać, gdy niespodziewanie, baaardzo powoli zaczął rezować się wokół mnie krajobraz wprost z Sądu Ostatecznego Boscha.
"O rany, o matko, o kierle eleison" powtarzałam zahipnotyzowana, a Sql mi wtórował dźwięcznym "No daj już to TP Uzi, daj, też chce zobaczyć".
Opisywać nie będę, bo w języku żywych nie ma na to głosu. Ale polecam każdemu. Nic jeszcze w SL nie zrobiło na mnie takiego wrażenia. Sim stworzony został przez Jigoku Landmana i przedstawia buddyjskie wyobrażenie piekła. W pełni interaktywnego, więc życzę miłej zabawy.
Jigoku - The Buddhist Hell.
Na zachętnę kilka screenów:
Sql to wrażliwa i empatyczna dusza. Zatroskany o mój spokojny sen postanowił zaaplikować nam coś kojącego. Pole pszenicy.
Intencje miał dobre, ale jak dla mnie, to ta cisza, błogość i stojące powietrze wyglądały dosyć podejrzanie...
Sami zobaczcie. Nie jest przypadkiem ten bezruch bardziej przerażający niż buddyjska masakra maczugą trola? (Niemniej, na pulpicie jako tapetę ustawiłam ;) )


Na ratunek przybyła Morri. "Trzymaj Uzia LM. Idź i włącz sobie muzyczkę" (to ten LM). Wylądowaliśmy i zaniemówiliśmy. Baśniowo się zrobiło. Ale baśń nadal jakaś taka mroczna. "Gotowa? Idziemy?" Poszliśmy. Nad rzeką płynąca we wnętrzu góry unosiła się poświata. Przepięknie to wyglądało. Już niemal całkiem zapomniałam o buddyjskiej apokalipsie. A tu nagle kulka. 'Forget'. Rozejrzałam się wokoło. Nikogo nie ma, można się zapomnieć. Kliknęłam i w tej samej sekundzie zaczęłam żałować, że nie mam na sobie białej tiulowej sukienki, przy moim unoszącym się na wodzie ciele nie rosną lilie, a Nick Cave nie pochyla się nade mną z nożem w dłoni. No tylko zerknijcie na te foty poniżej. Tylko mi się kojarzy...?


Może do tej pory było strasznie, ale najgorsze jeszcze czekało. Wygramoliłam się z jaskini na pikselowe swiatło dzienne. Za RL oknem też już zrobiło się jasno. Na szczycie góry rosły drzewa (no wiecie które, te najklawsze w SL, te, które mamy też w Republice). A pomiędzy nimi tęcza. A na końcu tej tęczy majaczy pomarańczowy napis 'Sql Miles' i pobłyskuje w świetle słoneczka niczym dzbanek ze skrzacim złotem...

Dramat... Tego już było za wiele. Coś przeskoczyło we mnie i w moim PCecie. Ostatnie, co zobaczyłam, to taki widok:

Sześć godzin później pewien królik odnalazł nieprzytomną Uzi zawieszoną metr nad ziemią obcej wyspy. Pobiegł po pomoc. Rycerski Pan Linden restartem SIMu, niczym pocałunkiem, wyrawał Królową Uzi z letargu. Chciałoby się powiedzieć, że żyli długo i szczęśliwie, a Republika doczekała się króla, ale nie. Linden powiedział tylko "you are welcome" i odfrunął zbawiać second świat. Królowa i bohaterski królik pożegnali go pełnym wdzięczności westchnieniem.

Najgorsze w tej historii jest to, że ostatecznie nie znalazłam chińskiego targu i nie udało mi się roztrwonić ani pół L$ :(
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *