czwartek, 13 sierpnia 2009

Tip of the week - Ostrawa

(Witkowice, walcownia)

Tak tylko w biegu i na szybko - jeśli ktoś ma dłuższy weekend (nie wiem, czy wszyscy mają wolny piątek) i żadnych planów, ni pomysłów, warto zerknąć lekko za południową granicę. 40 km od Cieszyna (też prześlicznego) leży czeska Ostrawa. Miasto niegdyś o uroku i czarze Dąbrowy Górniczej (kiedyś koniecznie muszę klepnąć posta o tamtejszej fontannie - jest tego warta), dziś aplikuje porządną dawkę błogości i wakacyjności prosto w krwiobieg już jakieś 5 minut po wylądowaniu. Zwłaszcza w weekendy, gdy autochtoni znikają z ulic, by schronić się w czeluściach supermarketu/stadionu FC Banik/naturalnego, a wielkiego kąpieliska tuż za ścisłym centrum.
(Witkowice, różności)

Ostawiacy wymyślili, że skoro przyszło im pozamykać kopalnie, zrobią z nich atrakcję turystyczną. Nie wyszło im to kiepsko. Pojechałam tam w zeszłym tygodniu, właśnie w celu oswojenia się z konstrukcjami industrialnymi, w związku z moją kiełkującą pasją do urban climbing (czytaj, zgłosiłam się na ochotnika do malowania słupów energetycznych). Mają tam prawie dwustuletnią dzielnicę przemysłową Witkowice. Powalająco piękna rurownia zaprojektowana przez jednego z wiedeńskich architektów.
Niby do zrobienia w godzinę lub dwie, gdyby nie to, że jest jeszcze muzeum piwa, zoo, kompleks pawilonów wystawowych, zamek (niezwykły, bo mimo że zapadł się 17 metrów, to się nie rozpadł...) itd., ale przede wszystkim ulica Stodolni.

Ulica Stodolni i jej ponad 60 klubów, pubów i małych kasyn (wg innych źródeł około 80 - wybaczcie, mimo dobrych chęci nie zdołałam zweryfikować) są największym skupiskiem rozrywkowym w kraju i zdecydowanie zasługują na poświęcenie im nieco uwagi od czasu do czasu. Wprawdzie Republika Czeska nie zachęca już może w takim stopniu jak kiedyś do piwnego ucztowania, niemniej cenowo nadal jest user friendly. Podobnie jak cała ulica. Ba! Całe miasto.

Informacja turystyczna (jedna przy Rynku, druga na dworcu PKP) jest genialnie zaopatrzona we freebiesy "po polski". Hotele wszelkich standardów stoją w samiutkim centrum i nigdy nie są przepełnione. Wszelkie napisy i podpisy gościnnie mrugają do nas w ojczystej mowie naszych ojców, a komunikacja miejska jest bardziej niż przyjazna. Jedyne, co może przyblokować głodnego przygód podróżnika, to szczelnie pozamykane przez cały boży weekend sklepy. Można to ominąć wyskakując do supermarketu kawałek dalej, ale lepiej nie schodzić z traktu Stodolni, skoro nie trzeba...
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1