sobota, 24 stycznia 2009

Bal na cześć nowego Rządu

(fotka by Aga Allstar)

Pani Minister Mad upomniała się o bal. I słusznie. Wszelka aktywność człowieka zadecydowanie powinna być nakierowana przede wszystkim na szukanie pretekstów do świętowania. Zaprzysiężenie Rządu wymówką złą nie jest.
Uroczystość teoretycznie powinna odbyć się w pałacu, ale z braku takowego poprosiłam o gościnę właścicieli klubu SKY. Mariusz Tomsen to wyśmienity gospodarz, przystroił salę i suto zastawił stoły (niech o rozmachu uroczystości świadczy fakt, że na wyspie pozostał tylko jeden wolny prim). Wydarzeniu splendoru dodała także DJ Izabella, dzięki której pierwszy raz ministrowie nie musieli ślubować wierności Republice przy akompaniamencie radia.
Wszyscy dali z siebie wiele, ale nikt nie poświęcił się z równą gorliwością jak ja!
Pragnąc wyrazić swój głęboki szacunek dla pracy Rządu, postanowiłam uświetnić początek kadencji czymś adekwatnym pod względem ważkości i powagi. Z pomocą przyszli Państwo Miles i podarowali mi iście królewską wizytę u fryzjera. Muszę im koniecznie podziękować, bo siląc się na zachowanie pionu w SL, bez wstawania od biurka spaliłam ilość kalorii porównywalną chyba tylko z kilkukrotnym okrążeniem stadionu.

(fotka by Morri Polanski)

Miałam nadzieję, że kamera przyczepiona do czubka włosów nada mi ten unikalny 'royal style' pozwalający na nonszalanckie spoglądanie na świat z góry. Niestety, wszystko, co widziałam, to podłoga piętra wyżej. Najbardziej żenujące było to, że tuż przed odczytaniem tekstu ślubowania najzwyczajniej się zaklinowałam (ku uciesze podłej Morri), zalagowałam i crashnęłam. W efekcie okazało się, że zupełnie nie jestem w stanie się ruszyć i nawet do krzesełka bym nie doszła bez eskorty mojej drogiej Agnieszki.
Ale cóż, czegóż się nie robi dla dobra Republiki...

Moją chwilową niedyspozycję wykorzystał Radosław. Rozczarowany wynikami wyborów postanowił dać upust swojej frustracji, zakłócając uroczystość. Wydzierając się to przed drzwiami do SKY Club, to na czacie grupowym, wykazywał się niezwykłą gorliwością, a chwilami wręcz sporą kreatywnością sygnalizującą drzemiący w nim talent poetycki. 
Najbardziej do gustu przypadła mi apostrofa do republikańskiego kata:
"AMAN BANANIE DAJ SOBIE I MINISTROM PO BANIE".

Podsumowując, miło było, dobrze, że następny raz dopiero za dwa miesiące.

(fotka by Aga Allstar)
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1