wtorek, 13 stycznia 2009

Wieszczowi na odsiecz

Zniosę wiele. Przeklinanie i pierdzenie na Rynku PR nie robi na mnie wrażenia, żaba czy cokolwiek innego na Chrystusowym krzyżu budzi mój uśmiech, dorośli ludzie przebrani w dziecięce awatary spółkujące z koniem czy psem bawią mnie do łez. Ale każdy ma swoje granice. Moja właśnie została przekroczona. 

Kraków znów działa. Poszłam z Ayu/Sqlem na wycieczkę. Mówią, że nic się nie zmieniło, że tylko lodowisko dodali. Ja jednak zamarłam.


Nie dlatego, że SP postanowiło raz na zawsze rozsądzić spór, czy SL jest grą czy nie jest (-> START już mamy, czekam na METĘ), ale dlatego, że uświadomiłam sobie skalę problemów ekologicznych, jakie nas dotknęły. Jak w magicznym lustrze tej elfickiej czarownicy z Władcy Pierścieni, w Second Krakowie możemy zobaczyć "things that were, things that are and some things that have not yet come to pass". Ku przestrodze. Ja przesłanie wzięłam sobie do serca - gaś światło, zakręcaj wodę przy myciu zębów, wyłączaj komputer na noc, bo kwaśne deszcze zniszczą to, co kochamy!

Pytałam, kiedy to się stało, Sql mówi, że tak jest prawie od początku. Ech, że tak późno zauważyłam... Gdy ostatnio patrzyłam, mój ukochany wieszcz był jeszcze piękną teksturą, teraz w jego miejscu stoi bezkształtna masa. Ani śladu po smutnych oczach, ani śladu po słodkich ustach, po bezzębej szczęce, z której krople natchnionej śliny bryzgały niczym święta woda z kropidła na studentów w pierwszych rzędach College de France...
Zapłakałam. 
Cóżeśmy Ci uczynili Mistrzu!

W panice ruszyłam na poszukiwanie pamiątek, miejsc, w których stanęła jego stopa. Sql powiedział, że we Wrocławiu jest restauracja, w której Mickiewicz podpisał się na liście gości. Potem okazało się, że to był Słowacki. Ech, jak można było pomylić! Boskiego pomazańca porównać do tego "kościoła bez Boga"! Do tego nieudacznika, który jedyne, co miał do powiedzenia, jak zwiał przed pojedynkiem, to, że zjadł na śniadanie trzy ciasteczka... który płakał w listach do mamusi, że Adasia nienawidzi, bo Adaś jest niemiły. (Lidia, jeśli czytasz, przepraszam. Nic osobistego, nie moja wina, że marnujesz życie na niewłaściwego mężczyznę).

Postanowiłam udać się na pielgrzymkę śladami mojego ukochanego. Wzięłam ze sobą republikańskiego barda Euzeba, niech się inspiruje.
Zaosia nie szukaliśmy, jakoś mało prawdopodobne, żeby było w Second Life. Zwłaszcza biorąc pod uwagę kondycję samej wirtualnej Białorusi. Mimo że założona przez ciekawych raczej ludzi (jeden wygląda na jakiegoś chemika wizjonera - zupełnie jak nasz WoodPaker, a drugi ma w profilu wpisane "I died in 1930 at the age of 71."), Białoruś składa się zaledwie z dwóch parceli 1024 sqm o oszałamiającym trafficu 3. 
Kowno pominęliśmy programowo. Mickiewicz pisał do kumpli, że tam tak nudno, że "chyba się nauczy pić i po każdej lekcji poobiedniej upije się i spać położy". Zostało z grubsza Wilno, Petersburg, Odessa, Moskwa, Krym, Rzym, Lozanna, Drezno, Paryż, Konstantynopol. Ten ostatni istnieje, ale jest zamknięty dla pospólstwa. Rzym i Paryż zapewne wszyscy znacie, wiadomo, że fajne. Za skuteczność w wyszukiwaniu reszty nie ręczę, Euzebiusz zabrał mi mapę. Widziałam, jak pytał młode Rosjanki o drogę do Petersburga... ok, niech będzie, że to było zwykłe testowanie translatora.
Polecam za to wycieczkę do Odessy. Kilkanaście ślicznych simów. Mi przypadła do gustu zwłaszcza Odessa CharmingPort Odessa.

Adama nie spotkaliśmy.
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1