wtorek, 7 lipca 2009

Back to reality

Przez ostatnie dni tak sobie spokojnie, nie wadząc nikomu, odfajkowywałam questy, zabijałam potwory i levelowałam ku uciesze własnej i producenta Age of Conan. I gdy już przedarłam się do poziomu czterdziestego, który mi się jawił jako wymarzona kraina dorosłości (wreszcie mogę dostać prawko na kobyłkę i zacząć pobieranie nauk u któregoś z mistrzów cechowych - swoją drogą, wybiorę chyba jubilera, żeby odbić sobie brak umiejętności tworzenia biżuterii w SL), zadzwonił telefon. Odebrałam jedną ręką, drugą trzaskając Rozjuszoną Bestię Ciemności - "Dzień dobry, Urząd Skarbowy". He....

Zawsze byłam zdania. że nie ma na świecie lepszego RPGa niż budżetówka. Świetnie się bawiłam (nie wspominając już o tym, że podreperowałam kondycję, biegając tam i z powrotem od pokoju 316 do 235, okienka z formularzami i dziennika podawczego na parterze).
Tak czy owak, ten telefon wyrwał mnie z letniego zawieszenia i przywrócił do mojej normy.
Znów siedzę w kawiarni, piję latte i pisze posta. Wszystko jest, jak było. Jeszcze tylko tydzień na wakacyjną wycieczkę i koniec oderwania.
Zabrałam się nawet za nadrabianie zaległości. Ech, świat tak się zmienił, a nikt mi nie dał znać...

Rozumiem, że mogliście przeoczyć powstanie pierwszego kościoła Philipa Rosedale'a, że jakimś cudem nie zauważyliście, że Rezzable (ci od Greenies Home) wyniosło się z Second Life i bawi się teraz z Heritage Key, ale żeby nie drżeć na wieść o przymusowej bieliźnie dla awatarów...? I żeby nie otwierać szampanów na cześć odwagi i brawury Google...?! Wszak Gmail od rana nie jest już beta! Ha... ile to trwało? Pięć lat? Szalenie dzielni ludzie.

Pewnie jest tego więcej. Do niebawem zatem.
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *