czwartek, 16 października 2008

2:1 dla Słowaków - uwaga, post bez obrazków!

Spotkania po latach zawsze mnie bawiły, zwłaszcza, gdy okazywało się, że odnaleziona osoba postanowiła gdzieś w międzyczasie utrudnić sobie życie i zamiast zaserwować sobie którąś z klasycznych opcji, została np. księdzem doktorem.
Metoda działania mojego księdza doktora była nader prosta, musiała być skuteczna. "Cześć, znasz portal ******* ? Nie? To koniecznie sprawdź, znajdziesz tam wszystko, co do szczęścia jest ci potrzebne. Ok, wisisz mi za to 4 piwa. Środa o 20:30, wtedy jest mecz Polska-Słowacja, który chcę oglądnąć. Do zobaczenia". (Nie podaję publicznie nazwy portalu, bo jest warta 4 piwa, ale jak ktoś bardzo ciekawy, to mogę podesłać linka... :) ). 

Jako że piłką nożną interesowałam się tylko w SL, a i sama rozgrywka przez większość czasu nudnawa była odrobinę, to gębusia mi się nie zamylała (poza tym momentem z dwoma golami do polskiej bramki oczywiście - akurat zdążyłam wziąć jeden łyk piwa :) ).
A teraz pytanie za 100 punktów - skoro nawijałam jak szalona, to o czym ja mogłam mowić...?
I w tym miejscu przejawiła się niezwykłość księdza doktora. Nie dość, że słuchał, to jeszcze włączył się do rozmowy! Najpierw nieco się zdziwiłam, ale teraz jak o tym myśłę, to dochodzę do wniosku, że aż tak niezwykłe to nie jest właściwie - księża to nie do końca RL-owcy przecież :) 

Spontaniczna myśl księdza doktora była tak urocza, że nie podarowałabym sobie, gdybym nie przywołała:

Real life to Second Life Boga, a Chrystus był Jego avatarem.

Mnie się bedzo podoba, co nie znaczy, że następnego dnia ta luźno rzucona uwaga (obawiam się, że na ambonie kasiądz doktor by tego nie powtórzył :) ) nie stała się przczyną mojego konfliktu z pewnym świeckim profesorem :) Ale to nieco inna historia.

Myśł główna tej towarzyszącej polsko-słowackim zmaganiom na murawie rozmowy była mniej więcej taka:
Zakładamy, że w naszej kulturze sens życia człowieka polega na doążeniu do doskonałości cielesnej i intelektualnej. W tej pierwszej zawiera się nie tylko piękno fizyczne, ale i dobrobyt materialny. Jeśli tak, to dzięki SL praktycznie na starcie osiągamy ideał. Wystarczy wpłacić Shuftanowi równowartość sumy, jaką wydalibyśmy na jednorazowe wyjście do pubu na mecz Polska-Słowacja i już mamy piękne kształty, lśniące włosy i brzoskwiniową cerę. Willa z basenem i najnowszy model Mercedesa nie są wyznacznikiem statusu społecznego. Każdego na to stać. Tym samym traci wartość. Jeśli wszyscy są piękni, uroda staje się mdła i pospolita. 
(Tu dwie myśli poboczne: 
1. Piękny w SL = przeciętny. Dlatego ktoś, kto ma ochotę wmieszać się w tłum, musi być niezwykle urodziwy. Odwrotnie niż w RL - w SL trzeba wykonać pracę, żeby stać się przeciętnym. Osoba, która nie skupia się na swoim wyglądzie w RL jest niewidoczna, w SL przyciąga uwagę.
2. Tu nie zaryzykuję rozciągania moich refleksji na innych i nie będę z tego robiła zasady, ale mam wrażenie, że przesyt idealnymi, niezniszczalnymi ciałami wirtualnymi prowadzi do docenienia niedoskonałej i unikalnej fizyczności w RL. Ta ułomność naszych bilogicznych ciał wydaje mi się wyjątkowo frykaśna ;) )
Wracając do myśli głownej - w SL nie rozwijamy swojej postaci, nie zdobywamy punktów, które przekładają się na masę mięśniową avatara, nie zaliczamy kolejnych leveli, dzięki którym dostajemy lepsze spodnie i samochody. Wszystko jest nam dane. Podobno to właśnie powód, dla którego tak wiele osób tak szybko z SL rezygnuje - jeśli zabierze się im ich oswojony w RL cel, niekoniecznie będą mieli ochotę poszukać innego.
Ale problem, który przyszedł mi do głowy jest inny.
Każdy snobujący się :) człowiek przyzna, że rozwój intelektualny jest ważniejszy niż fizyczny. No i ok. Tracimy w SL możliwość rozwijania naszego ciała, ale niektórzy dojdą zapewne do wniosku, że zaoszczędzoną w ten sposób energię możemy przeznaczyć na rozwój intelektualny. Można by przyjąć taką koncepcję SL, nie ma problemu.
Co jednak, jeśli wizje Sida się spełnią?
Komputer jest może przdłużeniem człowieka, ale mocny procesor nie wpływa na nasze zdolności percepcyjne, droga karta graficzna nie sprawi, że pojmę dlaczego Pollock namalował kwadrat zamiast konia. I teraz zaczynaja się część teoretyczno-piwna, uwaga...
Jeśli technologia rozwinie się na tyle, żeby przeszczepić mózg na serwer, albo podłączyć urządzenie do mózgu zwiększając wydajność synaps czy coś w tym stylu, jeśli dzięki temu dostaniemy możliwość zbierania nieograniczonej ilości danych i przetwarzania ich w mgnieniu oka, to czy nie będzie to oznaczać doskonałości intelektualnej? Co wtedy? Jaki nowy cel wyznaczy sobie człowiek, jeśli odbierze sobie odwieczną przyjemność trudu dążenia do doskonałości?

To tyle :)
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1