sobota, 11 października 2008

Nie do końca immersjonistyczny ślub Morri i Ando



"Uzi, twój pociąg na ślub Morri i Ando jest opóźniony ok 40 minut. Opóźnienie może ulec zmianie. Za wszelkie utrudnienia przepraszamy" wświergolił głosik na peronie. Zanim dotarłam do Internetu, zniecierpliwiona Panna Młoda zdążyła juz pogonić mnie telefonem. Nic dziwnego, że się denerwowała. Pan Młody niefrasobliwie zalogował się w Republice, więc żeby nie zobaczył jej w sukni przed ślubem, musiała ukryć się w sandboxie (wiem, że powinno być 'sandboksie', ale jakoś nie rozpoznaje wtedy tego słowa).

Zamieszania i lagów było pod dostatkiem, co oznacza, że goście nie zawiedli. Panna Młoda była najładniejsza na sali, czyli porządek wszechświata zachowany. O randze wydarzenia świadczy najlepiej fakt, że sam szanowny Republican Magic zszedł ze swojego cokołu i zaszczycił nas obecnością. Uroczy i rozmowny jak zawsze, szybko stał się duszą towarzystwa...

Obyło się bez ekscesów, chociaż nagłe zniknięcie Pana Młodego tuż po przysiędze rozbudziło chwilową nadzieję na mały skandal. Niestety wrócił.

Niech nam żyje Para Młoda i ich mixed reality miłość!

(fot. Ayumi Cassini)
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1