wtorek, 7 października 2008

Post (wbrew planom) o niczym

To miał być piękny post. 
Nie mogłam się nawet zdecydować, o czym napisać najpierw. 

Na YouTube pojawiły się relacje z tegorocznej Rawy, a zatem i występ najcudowniejszego głosu, jaki kiedykolwiek do mnie mówił. Niestety, Głos okazał się twardy i nieczuły na moje skomlenie i napisać o sobie nie pozwolił. Zażyczył sobie mniej publicznie wyrażanych dowodów miłości.
Na osłodę mały, zapomniany lekko cukierasek, którym (z tego co wiem) i Głos i ja zajadaliśmy się niegdyś obficie, smarując nim sobie dziecięce buźki i łapki. 


Mam nadzieję, że Głos jest sentymentalny i rozczulony tą piosenką pozwoli mi się pochwalić moim świetnym gustem i wyczuciem w wyborze obiektu brzmieniowego uwielbienia ;) Ech, Głosie, pamiętam, że jak usłyszałam Cię pierwszy raz, prawie spadłam z wrażenia z tego komina, na który się wdrapałam w poszukiwaniu netu. Potem się już przyzwyczaiłam... ;)
(wystarczająco już słodko, żeby dostać pozwolenie na 5 sekund Twojej muzyki?)

Drugą rzeczą, o której napisać chciałam, był pierwszy w tym roku wykład Sida. Wiem, że temat już mocno przemielony zarówno w komentarzach do poprzedniego posta, jak i w rozmowach na wszelkich dostępnych komunikatorach, niemniej chciałam.
Zapewne nic by mnie nie powstrzymało, gdyby nie problemy techniczne. Docierało do mnie co trzecie zdanie - każde pierwsze umierało w przestrzeni z winy niezbyt sprawnie funkcjonującego połączenia internetowego, a każde drugie zagłuszane było okrzykami kibicujących czemuś tam panów z sąsiedniego stolika.
Jaki z tego wniosek?
1. Nie śpij, gdy wyczekiwany od tygodnia pan od kabelków puka do drzwi!
2. To nieprawda, że nie potrafiłabym dać lapówki. Każda kasa dla tego, kto sprowadzi mi mojego pana od kabelków jeszcze raz! :(
W innym przypadku będę zmuszona zacząć pisać o RL...

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1