piątek, 27 lutego 2009

Kot

Linka dostaje skiny za free od creatorów, żeby na blogu wstawiła, ja dostaje opowiadania (oczywiście każda z nas będzie twierdzić, że ma lepiej). Wczoraj dostałam Kota. Autor zażyczył był sobie anonimowości. Powiedział, że liczy na to, że ktoś odgadnie jego tożsamość. Ale nagrody pieniężnej nie wyznaczył (może zostawił to dla mnie). Niemniej zachęcam do lektury i zgadywanki. Zachęciłabym też do wyrażania opinii, ale nie wiem, czy autor by je zniósł.
Tak czy owak, miłej lektury.

Kot

Hotelowy korytarz przesycony zapachami swiezej farby, dymu papierosowego oraz blizej niezidentyfikowanych zapachow; korytarz wypelniony niczym dymem, przemierzaly kroki. Nie byly to typowo ciezkie kroki jakie mozna uslyszec w tym miejscu. Nie byly to ukradkowe kroki starajace sie nie zbudzic kogos za sciana ani nawet stapanie bosych stop. Kroki idealnie synchronizowaly sie z cisza harmonizujac sie z kazda jej czasteczka, tworzac jedna niepodzielna calosc. Nie nalezaly bowiem do czlowieka - byly domena jedynego stworzenia obdarzonego taka zdolnością wtapiania sie w cisze.
Kot przysiadl przed drzwiami na ktorych byla LICZBA i zamiauczal. Miala ona swoje znaczenie we wszechswiecie i z cala doza pewnosci mozna zalozyc, ze istnial - badz bedzie istnial - czas gdy LICZBA odegra swoja role. Kot jednak o tym nie wiedzial. Wlasciwie nie obchodzilo go to. Podobnie jak zagadnienie studni potencjalu czy czarnych dziur. Mial po prostu wazniejsze sprawy na glowie, zreszta wszechswiat mogl poczekac. Przywilej posiadania dziewieciu zyc pozwalal na wiele.
Drzwi otworzyla KOBIETA o zaspanych oczach (podobnie jak LICZBA ten fakt nie mial wiekszego znaczenia w tym danym momencie) i sennie rozejrzala sie po korytarzu jak gdyby szukajac powodu, przyczyny dla ktorej zostala zmuszona do zerwania sie z lozka. Usmiech na twarzy KOBIETY upewnil kota, ze go zauwazyla; nie czekajac ni chwili dluzej zerwal sie sprzed drzwi i ruszyl do srodka. Zatrzymal sie na srodku pokoju rozgladajac sie przez chwile na boki po czym przysiadl wypatrujac twarzy kobiety.
Gdyby to czlowiek zawital do tego pokoju zwrocil by zapewne uwage na wiele rzeczy. W jego glowie pojawilo by sie wiele mysli dotyczacych wystroju wnetrza; mysli ukladajacych sie w ciag przyczynowo-skutkowy. W koncu doprowadzily by go do zadania wielu pytan. Ale kot skupil sie tylko na czerwieni ust KOBIETY. Niczym zahipnotyzowany wpatrywal sie w odcien czerwieni, ktorego czlowiek nie jest w stanie dostrzec wydajac z siebie mruczenie. Byla w tym jakas harmonia; mozna by przysiac, ze mruczenie, niczym kocie kroki, idealnie sie harmonizuje z odcieniem ust. Gdyby to czlowiek patrzyl kocimi oczami dostrzeglby w tej czerwieni muzyke, a w dzwieku dostrzeglby intensywnosc koloru. Ale tylko kot byl uprzywilejowany by to dostrzec.
Przez przysloniete zaslony przeniknely ostre promienie sloneczne; zatanczyly na biurku, przewedrowaly przez lozko, przez chwile rozjasnily jasne wlosy KOBIETY o ustach, ktore brzmialy jak czerwien i zatrzymaly sie na kociem grzbiecie. Kot przerwal mruczenie i przeciagnal sie na dywanie. Wiedzial,ze teraz nadeszla dalsza czesc rytualu porannego. Pora karmienia.
Wszechswiat mogl poczekac. Za zamknietymi drzwiami jednego z wielu pokoi w jednym z wielu pokoi, kot jadl. Ostatecznie LICZBA na drzwiach mogla miec z tym jakis zwiazek. Ale kota to nie obchodzilo. Mial cale dziewiec zyc na wszechswiat i rozwazania o nim...
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *