sobota, 28 lutego 2009

Route 8



Down Route 8 – Discovering Mainland tak dokładnie brzmi tytuł wystawy otwartej uroczyście kilka dni temu. Winter Wardhani, mentorka portugalskiej społeczności w Second Life, zrobiła sobie pixelowe wakacje i ruszyła w drogę. Drogę numer 8. Musiał zatem przyjść czas, żeby pochwalić się fotkami z podróży.
Wybór Winter nie był przypadkowy. Jasno wynika z tekstu zaproszenia, że ona nie z tych, co robią cokolwiek bez porządnej podbudowy teoretycznej. Ta akurat przypadła mi do gustu:
In my 2+ years of SL I haven’t been much on Mainland except for some shopping or to get material for blogging, and the idea I had of Mainland was probably the same as yours: lots of clutter and chaos.
I ended up taking the challenge and decided not to go to the recently rezzed sims like the Nautilus but, instead, explore the old Continent and glad I did it.
Welcome to Mainland!

(fotki by Ennio)

Nie pójść nie wypadało, więc poszłam, niespecjalnie przy tym cierpiąc, bo i Portugalczycy niezwykle mili, i ciekawość moja olbrzymia. Nie ukrywam, że pomysł mnie zaintrygował.
Mainland to wielka biała plama. Tajemniczy stary kontynent, zaiste. Nie bywam, chyba że przypadkiem na zakupach. Zupełnie zapomniałam już, jaką frajdę sprawiały mi kiedyś przejażdżki drogami Linden Lab (mapy dróg zbudowanych przez Linden Departament of Public Works są dostępne na Second Life® wiki, jeśli kogoś temat interesuje, wywiad z szefem projektu Jackiem Lindenem do wysłuchania TUTAJ). Zabawa przednia, mimo że bardziej symboliczna niż praktycznie wykonywalna. Sim corossing zabija. Jeśli kogoś to pociesza (ja nie zdecydowałam jeszcze, czy to podnoszące na duchu czy wręcz przeciwnie) - bogów Lindenów także nie oszczędza - dowód na fotce lub do zobaczenia na własne oczy in-world.
Odmówić sobie jednak nie mogłam.

Wyciągnęłam od Winter folder z LMami do miejsc, w których robiła swoje zdjęcia z wystawy i ruszyłam jej śladem. Nadal cierpię z powodu moich super profesjonalnych porządków w inventory, które sprowadziły się do spakowania wszystkiego do jednego wielkiego pudła o nazwie "obiekty", zatem nie podejmowałam nawet prób znalezienia jakiegokolwiek auta. Mam tylko gokarda od Misterio i monocykl od Sqla. Jako że gokardem trochę głupio, zapakowałam się na jednokołowca i wystartowałam.

Droga nr 8 zaczyna się w uroczym zakątku tuż obok Cherry Escorts - the best class and trash. Świetne miejsce na piknik rodzinny. Naprawdę. Gdzieś w połowie simu złapałam stopa. Wiem, że nie wolno wsiadać do samochodów obcych mężczyzn, więc wyszłam za kierowcę. Niestety zniknął wraz z pojazdem przy przekraczaniu granicy regionów. Szkoda nawet, fajny był.

Na pocieszenie Misterio podarował mi śliczną zmieniającą kolor vespe. Akurat na czas, żebym mogła rozwalić ją na felernym moście. W dalszą drogę ruszyłam pieszo. I słusznie, jak się okazało, bo dwa simy dalej nie było simu... Unosiłam się niczym Duch Boży nad bezkresem oceanów. Ale udało się przedostać i crashnąć dopiero na regionie obok. Na dobre za to. Wydawało się, że nie wrócę.
Podróż pełna potu i łez, prawdziwy survival. Nawet 1/5 jeszcze nie pokonałam. Ale warto. Widoczki i ludzie, których spotkać można po drodze wynagradzają wszystkie crashe (tylko dobrze radzę, nie łapcie stopa).

Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *