piątek, 20 lutego 2009

Tłusty Czwartek z rewolucjonistą


Nawet jeśli tak zwane zbiegi okoliczności są tylko przypadkiem, nie zmienia to faktu, że mają wpływ na nasze życie. Przedwczoraj Nemesis rzuciła na Forum pewną konstruktywną wizję naprawy PR zakładającą zmianę taga nad moją głową z królowej na towarzyszkę wysokość, a w królewskiej skrzynce skrzynce pocztowej Jamaroo Ethaniel zostawił długi list, w którym sugeruje między innymi wprowadzenie stanu wojennego. Zlekceważyłabym zapewne te głosy, gdyby nie to, co stało się ubiegłej nocy.
W czasie mojej sjesty w altance towarzyską pogawędką raczył mnie zabawiać nie kto inny, jak sam były Premier Szondi. Nieskrępowany (!) moją obecnością spokojnie zrzucał z siebie przepocone wdzianko piłkarskie (btw. jaki był wynik meczu?) i dopasowywał nowy kapelusz. Gaworzyliśmy bardziej o pogodzie niż sensownie. Uroczo było całkiem, do momentu, gdy Pietia wyraził niechęć do dzielenia się swoją parcelą z innymi Obywatelami PR. "What the...?!" pomyślałam i pobiegłam na rynek.
Nie będę ukrywać, że to, co zobaczyłam, zmroziło mi krew w żyłach. Na fontannie siedział Fidel i jak gdyby nigdy nic zajadał pączka.

Chciałam się przywitać, ale zabrakło mi śmiałości. Dyktatorzy są tacy sexy... (ech, te jego smutne oczy...).
Przeanalizowałam sytuację na szybko i podjęłam działania. Może ktoś nazwie to oportunizmem, ale nie dość, że poparcie dla 'nowego' to świetna okazja na wskoczenie w coś wygodniejszego niż królewskie suknie-bezy, to jeszcze do tego u partyzantów zawsze więcej zabawy - chodzą na wycieczki do lasu czy w góry i palą cygara. Klawo jak diabli.

Pewnie nie uwierzycie, ale chwile później zupełnie obca pani (o jakże ciekawym imieniu - Nixon) podarowała mi swój czołg. Ewidentnie znak! Nie ma co się opierać, już Lajos sprawdził na Edypie, że z przeznaczeniem nie ma co walczyć.

Usiadłam, żeby zebrać myśli. W tej samej chwili Książątko wskoczyło mi na kolana i zupełnie nieświadome tego, co się dzieje, ułożyło się do snu. W tym swoim ohydnym kapitalistycznym ubranku supermana...
Westchnęłam. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo go skrzywdziłam. Przecież to Lindenowi ducha winne biedactwo nie ma szans z takim burżuazyjnym imieniem...
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1