czwartek, 12 lutego 2009

Zjedz mnie


Zjedz mnie i wypij mnie, jeśli masz odwagę. Ha! Słowa płodne niczym stykające się palce Boga i Adama na suficie Sykstyny. Może nie zalały umysłów aż na taką skalę, ale sączą w nie truciznę znacznie dotkliwszą (zapewne z tego właśnie powodu, że mniej antyciał jeszcze mamy w organizmie, ale nieistotne. I tak za dużo).
Jakiś czas temu Euzeb dał mi TP do Krainy Czarów. Sprzętowe inwalidztwo nie pozwoliło mi wtedy zwiedzić. Wczoraj postanowiłam nadrobić (zapewne zainspirowana radą posłyszaną na wykładzie w Piwnicy - jeśli chcesz poznać faceta swojego życia, musisz spojrzeć na rzeczywistość realnie).
Piękne miejsce. Żółta ścieżka Dorotki prowadzi przez krainę Alicji stojącą vis-a-vis przystani z pirackim statkiem kapitana Haka. Frykaśna mieszanka (wczoraj byłam zdania, że najlepsza z możliwych, dziś posypuję głowę popiołem zawstydzona. Zdradziłam mojego idola i bohatera, barona Munchausena). Gdyby nie otaczające domek wesołe miasteczko, uznałabym miejsce za urzekające. Tak powiem, że jest fajne.
Ale i tak warto.



Na koniec kontekst (był w Euzebowym pakiecie z TP, więc lojalnie przekazuję).

"- Och - powiedziała idiotka, zadzierając głowę i gapiąc się na mnie bezczelnie. - Witaj, kocie.
Uśmiechnąłem się, a idiotka, choć i tak niezdrowo blada, zbladła jeszcze bardziej i założyła rączki za plecy. By ukryć ich drżenie.
- Dzień dobry, Panie Kotku - wybąkała, po czym dygnęła niezgrabnie.
- Bonjour, ma fille - odpowiedziałem, nie przestając się uśmiechać. Francuszczyzna, jak się domyślacie, miała na celu zbicie idiotki z pantałyku. Nie zdecydowałem jeszcze, co z nią zrobię, ale nie mogłem sobie odmówić zabawy. A skonfundowana idiotka to rzecz wielce zabawna.
- Ou est ma chatte? - pisnęła nagle idiotka.
Jak słusznie się domyślacie, nie była to konwersacja. To było pierwsze zdanie z jej podręcznika francuskiego. Tym niemniej ciekawa reakcja.
Poprawiłem mą pozycję na konarze. Powoli, by nie płoszyć idiotki.
[...]
- Cóż tedy zażywaliśmy? - spytałem. - Jakaż to substancja pozwoliła nam osiągnąć odmienny stan świadomości? Jakiż to preparat przeniósł nas do krainy marzeń? A może po prostu piliśmy bez umiaru ciepławy gin and tonic?
- Ja? - zarumieniła się. - Ja niczego nie piłam... To znaczy, tylko jeden, jeden maciupeńki łyczek... No, może dwa... Lub trzy... Ale na buteleczce była przecież karteczka z napisem: "Wypij mnie". To w żaden sposób nie mogło mi zaszkodzić.
- Zupełnie jakbym słyszał Janis Joplin.
- Słucham?
- Nieważne.
- Miałeś mi powiedzieć, jak masz na imię.
- Chester. Do usług.
- Chester leży w hrabstwie Cheshire - oznajmiła dumnie. - Uczyłam się o tym niedawno w szkole. Jesteś więc Kotem z Cheshire! A jak mi usłużysz? Zrobisz mi coś przyjemnego?
- Nie zrobię ci niczego nieprzyjemnego - uśmiechnąłem się, szczerząc zęby i ostatecznie decydując, że jednak zostawię ją do dyspozycji Mab i Les Coeurs. - Potraktuj to jako usługę. I nie licz na więcej. Do widzenia.
- Hmmm... - zawahała się. - Dobrze, zaraz sobie pójdę... Ale wpierw... Powiedz mi, co robisz na drzewie?
- Leżę w hrabstwie Cheshire. Do widzenia.
- Ale ja... Ja nie wiem, jak stąd wyjść.
- Chodziło mi wyłącznie o to, byś się oddaliła - wyjaśniłem. - Bo jeżeli chodzi o wychodzenie, to daremny trud, Alicjo Liddell. Stąd nie da się wyjść."

Złote popułudnie A. Sapkowskiego (fragment rzecz jasna)

Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *