sobota, 21 lutego 2009

Viva la revolucion!

(fota by Misterio, lat 76)

Co tu kryć, Republika coś nie ma szczęścia do rewolucjonistów. Jeśli już się jakiś pojawi, rozbudzi tylko złudną nadzieję i milknie rozczarowująco (albo gorzej jeszcze - zamiast zastąpić hasła wolnościowe ciszą, kończy wyśpiewując na Rynku Zuzię lalkę niedużą). Zaczynam się obawiać, że to moja wina. Przeanalizowałam sprawę na spokojnie w zaciszu pozbawionej dostępu do rozgadanych komunikatorów internetowych klatki schodowej, czekając aż klucz do moich drzwi znów zechce zadziałać (o dziwo odczekanie kilkunastu minut pomogło). Doszło do mnie, że niepowodzenia naszych rewolucjonistów nie są ich winą. Jak się buntować skoro jest się mile widzianym? Witamy na wyspie każdego z nich chlebem i solą zamiast kickiem. Podcinamy skrzydła. Siedząc na schodku i gapiąc się na żółtawo-beżowawą (dlaczego one zawsze mają taki beznadziejny kolor?) lamperię przede mną, obiecałam sobie uroczyście, że to zmienię.
Ostatnie wydarzenia będą mi motywacją.
Prezent od Misterio "Fidela" Larssona okazał się być idealnym przykładem na to, jak ból i cierpienie mogą być źródłem szczęścia (albo odwrotnie). Zawsze chciało mi się mieć tron, zwłaszcza taki z wachlującymi mnie półnagimi panami (niech będą nawet pixelowi, nie ma sprawy i tak nie powinni gadać za dużo). I dostałam. Ale żeby od rewolucjonisty, który berło miał mi wydrzeć z dłoni? Ech...

Z całej szumnie zapowiadającej się rewolucji Misterio została tylko hałaśliwa zabawa rakietami, która całkiem porządnie osmoliła mi kota (dzięki za fotkę Agatko).
Btw. próbowaliście kiedyś lotu na takiej zabawce? Naprawdę fajne.


(fotka Agatki Fall)

(fotka Agatki Fall)

Na odsiecz rewolucji przybył ex-bard Euzebiusz. Szybko zamienił się z Fidelem funkcjami (stąd zapewne spontaniczny wieczorek recytatorski w wykonaniu szanownego dyktatora 24h później) i przystąpił do dzieła zniszczenia królowej. Jego taktyka jakaś pokrętna. Dał mi koszulkę z portretem Laury Palmer i kazał czekać na IM od niejakiego Boba. No nic, zobaczymy. (Fotka mnie w śmiercionośnej koszulce autorstwa prezentodawcy). 
Faktem jest, że do sprawy podszedł z zapałem i chwilę później objawił swoje talenty reżyserskie (wiadomo, że nie ma dobrej rewolucji bez odpowiedniego nagłośnienia w mediach -> film Euzeba).

P.s. Tak naprawdę prawdziwego rewolucjonistę miałam zawsze tuż pod nosem. Kto kazał usunąć mój tron od Fidela, ten wie... (cios poniżej pasa!).
Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *