czwartek, 9 kwietnia 2009

Touch me

"Do końca br. mają zniknąć bariery, które ograniczają transgraniczny handel online. Konsumentów dyskryminować nie można - pisze unijna komisarz ds. konkurencji w odpowiedzi na interpelację polskiej europoseł." - podała jakiś czas temu Gazeta Wyborcza.
Co to oznacza w praktyce? Wreszcie dostęp Polaków do cukierków w iTunes Store przestanie być wydzielany i cenzurowany. Hurra!
Co więcej, 1 kwietnia Gnekii wypuściło Sparkle IM, 4-dolarowe cudeńko do tekstowych pogawędek w Second Life przez iPhone'a lub iPoda Touch. Fakt, ograniczone możliwości, ale ci, którzy obdarzyli SL specjalnymi względami i nie tolerują rozłąki, i tak przywykli już do równie ułomnego AjaxLife'a (dla skąpców/oldschoolowców przypominam o lekkiej, przenośnej wersji https://ajaxlife.net/iphone/#_login) czy niedziałającego tymczasowo SLeeka.


Koniec końców, kto jeszcze tego nie zrobił, powinien pomyśleć o wyposażeniu się w odpowiedni device. Ja zrobiłam to jakiś czas temu, porażona gadżetem wiszącym tuż obok reklamowanych na freebiesowie butów. Kogo wtedy ściągałam siłą na lucky chair do kasowania literek, ten wie, jak się uparłam. Po trzech dniach wyczekiwania upragnione "U" dało mi wytchnienie i niekupowalną zabawkę. Tyle tylko, że do tego czasu zdążyłam zgromadzić całkiem pokaźny folderek z różnymi wersjami pikselowych iPodów. Pokaże Wam wybrane, a co tam. Może któryś się spodoba.

Na początek mój obiekt westchnień z Bukka (ich produkty są dostępne do wglądu TUTAJ). To caceńko potrafi wszystko. Nie dość, że gra, zmienia kolorki pod barwy wdzianka i wali naokoło particlowymi nutkami, to jeszcze ma własną chimerkę na użytek właściciela i prywatny skybox do zrezowania w każdej chwili (po co taka funkcja w iPodzie...? nieistotne, fajna).
Nie wiem, jak teraz, ale w chwili, gdy go pożądałam, był nie do kupienia. Trzeba było dać się nabić na pal wsadzony w lucky chair, żeby go dostać. Raczej było warto.

Nie Touch, ale iPod od Strange(ange)l Designs. SLPod właściwie. Z ukradzionym logo LindenLab, nie Apple (dla odmiany). Prezent od miłego człowieka, który ulitował się nad losem wyczekującej pod lucky chair niewiasty. Fajny jest, bo ma słuchawki. Mimo że bez kabelka... Ale prezentuje się przepięknie na pasku od spodni. Wiem, gdzie go dostać i ile kosztuje, ale podawać nie wypada, bo jednak co prezent, to prezent.

Wielki i nieporęczny. iPod stacjonarny (!) do puszczania radyjka na simie.
Za całe 100 L$ może być Twój. Wystarczy zajrzeć TUTAJ.
Ale... hmm... nie warto. No chyba, że bawi kogoś opcja posiadania tego gadżeciku z wygrawerowanym imieniem swojego awatara. Farkas Clawtooth personalizuje swój produkt na życzenie klienta.


Daisyds Carter wychodzi naprzeciw bardziej dziewczęcym gustom. Różowiutki iPod nano dotępny jest na Xstreet i podobno też w in-world, ale ja sklepu nie znalazłam. Zabawka wydziera się wprawdzie tylko jedną piosenką - Beautifull girls Seana Kingstona - i jest wieksza od mojego awatara, ale nie ma się co czepiać, ostatecznie kosztuje tylko 5L$.


Niebrzydki freebie iPod od Strange(ange)l Designs do zabrania na Xstreecie. Nie dajcie się jednak zwieść obrazkom. Słuchaweczki (ale jakże to czarne...?) to teksturka. Ten iPodzik zmienia wprawdzie muzyczkę na parceli, ale jest nieubieralny. Można go co najwyżej położyć na półce i podziwiać z daleka.


Na deser iPod robiony na zamówienie. Litość wzbudziłam i u Euzebiusza, który chcąc mnie wybawić od krzesełkowego więzienia, skoczył do sandboxu i wyprimował mi zabaweczkę wrażliwą na dotyk. Wystarczy kliknąć, a na ekranie pojawia się uroczy wizerunek podwędzony ze znanego tylko creatorowi miejsca. Słodycz.

Prześlij komentarz

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *