czwartek, 11 grudnia 2008

Literacko

Chciałoby się móc powiedzieć, że życie literackie w Second Life kwitnie. Ale kłamać tak prosto w oczy nie wypada. Z drugiej strony, nie można z czystym sumieniem stwierdzić, że zupełnie nie istnieje. Jakoś tam sobie się ma. Egzystuje na poziomie podobnym, co reszta tematów poza seksem i modą. A to już dużo jak na nasze warunki.

Jakoś ponad tydzień temu Patrycja Collins czytała w Palma De Sol wiersze Poświatowskiej. Byłam i biłam brawo, mimo że - jakby to powiedziała Linka - Halinka to totalnie nie mój przelot. Zgodnie stwierdziłyśmy z Ayu, że wolimy Herberta i od tamtej pory zastanawiam się, skąd nam się wziął ten irracjonaly pomysł, żeby w ogóle ich porównywać. Pewnie stąd, że to poeta i to poeta... :/
Tuż przed recytacją ktoś (przepraszam, nie pamiętam kto, bo załapałam się na samą końcówkę) cierpliwie odczytywał trzecią część Chromosomu 6 Robina Cooka.
Jakąś godzinę później w morfinowym ogródku Adamus Inglewood zabawiał zebranych lekturą horrorów na voice. Widziałam na forum, że była powtórka.

Dygresja - jeśli ktoś nie umarł ze strachu i dotrwał do końca, miał okazję wysłuchać opowiadnia, którego tytułu i autora nie pamiętam, bo zapisałam na pudełku od soku. Sok wypiłam, pudełko wyrzuciłam. Ale może ktoś przypomni?
Rzecz w tym, że tekst ten miał udowodnić, że Polacy mają swoją własną odmianę horroru, w której do straszenia posługiwanoby się nieco bardziej swojskimi rekwizytami. Czy tylko ja odniosłam wrażenie, że udowadniał aż nazbyt gorliwie? Rozumiem jeszcze, że gdy Tomek biegał po krainie kangurów, to dobry był to pretekst, żeby pchnąć dzieciakom pół encyklopedii, a przynajmniej te hasła, które otagowane są "Australią", ale żeby w horrorze wstrzymać akcję monologiem rodem z sali wykładowej? Miłe to, że dowiedziałam się czegoś więcej o pogańskich wierzeniach słowian, ale to zrujnowanie nastroju było zdecydowanie straszniejsze niż którykolwiek z horrorów.

Wracając. Skoro wyliczam, pamietacie wystąpienie Pablo Oliveiry na otwarciu Teatru Królewskiego? Pieknie spontaniczne. Albo Pawlla Bullocha odczytującego u Cytryny Matovej te swoje wprawiające w osłupienie fabularyzowane poradniki negocjacji dla opornych? Raz widziałam go nawet zabawiającego swoim opowiadaniem zebrane przy fontannie panie. Też się dałam zabawić :)
Ktoś mi mówił, że w Piwnicy pod Aniołami ludzie pisali czy czytali razem wiersze. Niestety nie byłam. Z racji wielomiesięcznego bana w miastach SP jakoś umknęły mi tamtejsze inicjatywy. A szkoda. Próbuję nadrobić, więc zabrałam się za śledzenie Piwnicznych nowości i wydarzeń.

Krótko mówiąc, coś się dzieje, skoro zauważa nawet tak oporna na informacje osoba jak ja. Założę się, że jest tego więcej. Jeśli ktoś o czymś usłyszy, proszę się podzielić koniecznie. Poza czystą przyjemnością uczestniczenia w czymś sensownym, mam jeszcze do sprawdzenia pewną teorię - odnoszę wrażenie, że w SL spotkaniach, dla których pretekstem jest literatura, ważniejszą rolę odgrywają primy niż tekst. I że nic się nie da z tym zrobić, bo taki już urok Second Life.
Ale jeszcze udowodnić tego nie mogę :)

Tymczasem w przypływie głodu literackiego zrobiłam sobie rundkę po SL-owych bibliotekach. Opiszę przy okazji. Teraz tylko news z naszej republikańskiej czytelni - Ayumi zaprasza od tygodnia na pięterko. Otwarcie było ciche i bez zbędnych fajerwerków, jak to na skromną bibliotekarkę przystało ;) Ale zaglądnąć warto, bo Ayu postawiła sobie całkiem ambitne wyzwanie. Zgromadzić w jednym miejscu wszystkie SL-owe czasopisma. Z tego, co słyszałam, nie ma chyba drugiego takiego składzika w metaversie.

(fota by Ayumka)

P.s. Czytelnia czasopism jest Tiny-friendly! Szacun Ayu ;)
Prześlij komentarz

Obserwatorzy

UA-4213500-1